Adrian Mokrys – człowiek który żyje sztuką

Opublikowano w 27 stycznia 2026 18:26

W Rycerce Górnej tworzy Adrian Mokrys – artysta, dla którego sztuka nie jest zawodem ani dodatkiem do codzienności, lecz jej istotą. Drewno pod jego dłońmi nabiera form i znaczeń, jakby było naturalnym przedłużeniem wyobraźni, która od lat domaga się materialnego kształtu.

Mokrys jest rzeźbiarzem, ale to określenie nie wyczerpuje jego twórczej tożsamości. Jest także malarzem, rysownikiem i fotografem – artystą wszechstronnym. Posiada również uprawnienia do renowacji zabytków. Jednocześnie pozostaje mocno zakorzeniony w lokalnej wspólnocie: działa społecznie i zasiada w Radzie Sołeckiej Rycerki Górnej, łącząc sztukę z odpowiedzialnością za miejsce, z którego wyrósł.

 

Jak wielu twórców, Adrian Mokrys wcześnie zetknął się ze sztuką. Dziecięca fascynacja z czasem jednak ustąpiła miejsca dziecięcym zabawom, jak to często bywa u dzieci, które próbują świata, sztuka zeszła na dalszy plan. Przełom przyszedł dramatycznie. W wieku nastoletnim uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Rok spędzony w łóżku stał się czasem przymusowego zatrzymania, ale też momentem wewnętrznego powrotu. Gdy znów stanął na nogi, wrócił do sztuki – już nie jako do hobby, lecz jako do aktywnej twórczości.

 

Początkiem była fotografia. Obiektyw pozwalał obserwować świat z dystansu, uczyć się światła i kompozycji. Z czasem pojawiła się potrzeba czegoś bardziej namacalnego. Tak powstała pierwsza rzeźba – bogini inspirowana filmem 13 wojownik. Był to gest intuicyjny, ale znaczący: od tego momentu drewno stało się jego podstawowym materiałem.

 

Szczególne miejsce w twórczości Mokrysa zajmują tradycyjne maski dziadowskie, silnie związane z lokalnym folklorem i obrzędowością. Pierwszą wykonał dla Pawła Wiercigrocha, który chciał poszerzyć swoją grupę kolędniczą. Początki nie były łatwe. „Pierwsze maski nie wychodziły tak, jak bym chciał, ale każda kolejna była coraz lepsza” – przyznaje artysta. Z czasem wypracował własną technikę i styl.

„Najlepsze do masek jest drewno lipowe – jest miękkie i łatwe w obróbce. Próbowałem innych gatunków, z ciekawości, ale efekt nigdy nie był tak dobry” – mówi. Inspiracje czerpie z tradycyjnych form, jednak nie odtwarza ich bezrefleksyjnie. „Chcę, żeby każda maska była inna. Żeby miała w sobie coś mojego.”

 

Proces twórczy bywa wymagający. Najtrudniejszy jest początek – moment, gdy forma jeszcze nie istnieje. „Na początku nie wiem, jak maska będzie wyglądała. Z każdym uderzeniem dłuta coś się rodzi. Zaczynam piłą motorową, potem zostaje już tylko dłuto. Jedna maska to kilka tysięcy uderzeń.” Wystarczy uważnie spojrzeć, by zrozumieć, ile pracy kryje się w każdej z nich.

 

Dziś maski Mokrysa trafiają do ludzi którzy w okresie godów chcą podtrzymywać dawną tradycję. Dzięki temu region nie tylko ją zachowuje, ale i wyróżnia się na tle innych. „Ta tradycja nigdy nie zginie – ona będzie się rozwijać” – mówi z przekonaniem artysta.

Tworzy również dla dzieci – nawet pięcioletnich – i prowadził warsztaty rzeźbiarskie w szkole podstawowej w Kiczorze. „Rzeźba jest bardzo czasochłonna i wymaga cierpliwości” – podkreśla. Dzieci jednak to rozumieją, bo pasja, którą wkłada w pracę, jest widoczna od pierwszego ruchu dłuta.

Adrian Mokrys wciąż się rozwija. Jego sztuka pokazuje, że tradycja nie musi stać w opozycji do nowoczesności – przeciwnie, może z nią współistnieć i nabierać nowego znaczenia. W jego pracach przeszłość i teraźniejszość spotykają się w drewnie, które pod ludzką ręką znów zaczyna mówić.