Motanki - intencje zaklęte w lalkach

Opublikowano w 24 lutego 2026 15:27

Motanki – tradycyjne słowiańskie lalki intencyjne – powstają w wyjątkowy sposób: bez użycia igły, nożyczek czy innych ostrych narzędzi. Tworzone poprzez wiązanie, owijanie i splatanie tkanin, są czymś znacznie więcej niż rękodziełem. To symbole dawnych wierzeń, materialne nośniki intencji oraz żywa część słowiańskiej tradycji, która przetrwała dzięki osobom pielęgnującym tę niezwykłą sztukę.

Każdy supeł, każda nić i fragment materiału mają swoje znaczenie. Motanka nie jest zwykłą lalką – to talizman, osobisty amulet, a niekiedy element rytuału. Od wieków towarzyszyła kobietom jako strażniczka domowego ogniska, opiekunka rodziny i symbol kobiecej mądrości przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

O powrocie motanek do łask, ich symbolice i współczesnym powrocie do korzeni rozmawiam dziś z Marzeną Luterek-Czyż, twórczynią sztuki ludowej.

 

Red . : Jak motanki pojawiły się w Pani życiu?

 

Marzena Luterek-Czyż : Od wczesnych lat nosiłam w sobie sentyment do dawnej wsi — z jej obrzędami, wierzeniami i rytmem wyznaczanym przez naturę. Lubiłam, gdy w tych sielskich opowieściach dodatkowo pojawiały się elementy magii i czarów, gdy codzienność splatała się z tajemnicą.

Kiedy zaczęłam zgłębiać pradawne tradycje, słowiańskie obrzędy i wierzenia, wtedy pojawiła się motanka. Jako pierwsza była to Ziarnuszka. To ona mnie wybrała. Ja tylko nauczyłam się jej słuchać. Od tamtej pory motane lalki stały się dla mnie opiekunkami i opiekunami codzienności — pełnej spiżarni, ciepłego kąta i serca wypełnionego miłością.

 

Red. : Motanki to tradycja bardzo słowiańska i wiąże się z kultem kobiecości, tworzyły je również tylko kobiety. Czy kryła się za tym pewnego rodzaju sfera duchowa?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak. I to bardzo głęboka. Motanki wywodzą się z dawnych wierzeń, obecnych między innymi na terenach dzisiejszej wschodniej Polski, Ukrainy i Białorusi. Były tworzone przez kobiety, ponieważ to one były strażniczkami ogniska domowego, cykliczności życia, narodzin i przemiany.

W każdej z nas żyje mądrość przodkiń — przekazywana z pokolenia na pokolenie, cicho, poprzez gesty, opowieści i rytuały codzienności. Tworzenie motanki było czymś więcej niż rękodziełem. Było medytacją. Modlitwą splecioną z nici i intencji. 

Jej tworzenie stanowiło głęboki akt duchowy — było spotkaniem z własną mocą i energią kreacji, połączeniem intencji z wypowiedzianą w ciszy prośbą. I tak jest również dzisiaj.

Praca z motanką to powrót do wiedzy naszych przodkiń, do mądrości Bogini PraMatki, która wciąż żyje w naszych dłoniach, a przede wszystkim w naszych sercach.

 

Red. : Czy istnieją różne przeznaczenia lub rodzaje motanek?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak. Motanki od zawsze wiązano z konkretną intencją i przeznaczeniem.

Strzegły przed złymi mocami, wspierały kobiety w ciąży oraz matki w opiece nad dziećmi, pomagały gospodyniom w codziennych obowiązkach, chroniły podróżnych w drodze, przynosiły obfitość 

i dostatek, towarzyszyły także w procesie zdrowienia, dodawały sił i pomagały w spełnianiu marzeń.

 

Każda motanka niosła określoną energię — była odpowiedzią na potrzebę serca i czasu, w którym powstawała. 

 

Red. : Jak wygląda przygotowanie motanki u Pani? Czy przygotowuje się Pani do tego duchowo 

i emocjonalnie?

 

Marzena Luterek-Czyż : Nigdy nie siadam do motanki, kiedy jestem zatroskana czy niespokojna. Najpierw wyciszam się 

i skupiam na intencji. Czasem zapalam świecę albo kadzidło. Często pracuję w ciszy, a czasem przy śpiewie dawnych pieśni.

Motanki nie szyje się igłą — lalki te są motane, wiązana. To bardzo symboliczne. 

Ale najważniejsza jest intencja. To ona, z głębi serca, prowadzi moje dłonie.

 

Red. : Z czego wykonuje Pani motanki? Czy dobór materiałów, struktur i kolorów ma ważne znaczenie?

 

Marzena Luterek-Czyż : Moje lalki tworzę z naturalnych materiałów — lnu, bawełny, ramii. Ozdabiam je naturalnymi kamieniami, czasem dodaję do nich zioła. Bywa też, że wiążę je ze starych tkanin, które mają swoją historię i pamięć.

 

To motanka wybiera, jak chce wyglądać. Wybiera kolory, faktury, detale. Motanie jest procesem bardzo intuicyjnym.

Podam przykład: ktoś kiedyś zamówił u mnie Ziarnuszkę dla bliskiej mu istoty. Pierwsza myśl, jak się pojawiła… że stworzę ją w odcieniach zieleni, ale lalka odrzucała ten kolor — tkanina nie układała się, węzeł nie chciał się zawiązać. I wtedy, spośród skrawków materiałów, pojawiły się nagle zupełnie inne kolory — czerwień i żółć. I okazało się, że właśnie tak miało być. Bo ten ktoś, dla kogo motałam, potrzebował miłości, otulenia, ciepła i dodania energii życiowej — co niosą właśnie te barwy.

W motance nic nie jest przypadkowe. Nawet jeśli wygląda na przypadek. Bo przecież nie ma przypadków...

 

Red. : Czy są jakieś bardzo szczególne zasady, których należy przestrzegać tworząc motankę?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak. Motanki nie szyje się igłą. Nie nadaje się im twarzy. Nie tworzy się ich w gniewie, pośpiechu ani w niskich emocjach.

Motanka ma być czysta w intencji — tylko wtedy może w pełni pełnić swoją rolę i nieść dobro.

 

Red. : Czy motanki wykonuje się tylko dla siebie, czy również z intencją dla kogoś?

 

Marzena Luterek-Czyż : Motanki tworzy się zarówno dla siebie, jak i dla innych — zawsze z dobrą, czystą intencją.

Lalka ta może być osobistym amuletem, wsparciem w ważnym momencie życia, ale może też stać się darem. A dar niesiony z serca ma moc szczególną. Motanka ofiarowana komuś to znak troski, opieki 

i życzenia dobra.

 

Otrzymuję sporo ciepłych słów, że moje dobrotliwe „baby” i życzliwe „dziady” pomagają – jest to dla mnie budujące i krzepiące. Kiedy zadziewa się ta magia, mam poczucie, że świat wraca na swoje właściwe miejsce.

 

Red. : Czy dawniej wykonywane były również motanki dla mężczyzn?

 

Marzena Luterek-Czyż : Oczywiście. Choć tworzyły je kobiety, chroniły całe rodziny — także mężczyzn wyruszających w drogę czy na wojnę.

Wiele motanek wiązano z intencją ochrony domu, przyciągnięcia dobrobytu i obfitości — jak choćby Bogacz, wypełniony ziarnem, symbol dostatku i pełnej spiżarni.

Silną motanką był także koń — niosący energię i życiową moc. Towarzyszył mężczyźnie jako znak odwagi, sprawczości i siły w drodze którą miał przed sobą.

 

Red. : A czy w tej chwili mężczyźni są nimi zainteresowani?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak, mężczyźni coraz bardziej interesują się motankami. Najczęściej wybierają Ziarnuszkę i Bogacza — lalki dobrobytu i obfitości. Zamawiają je zarówno dla siebie, jak i w prezencie dla bliskich.

Jedną z moich autorskich lalek jest Domowik — łączy on moc motania z symboliką słowiańskiego skrzata. Ta lalka również cieszy się dużym zainteresowaniem wśród mężczyzn, stając się ich osobistym talizmanem i opiekunem domu.

 

Red. : Dlaczego motanki nie mają twarzy?

 

Marzena Luterek-Czyż : Bo twarz nadawałaby lalce konkretną tożsamość, a motanka ma być symbolem.

Brak twarzy chronił też przed „uwięzieniem duszy” w lalce — to bardzo stara, archaiczna symbolika. Tatarzy i Słowianie mówili, że realistyczna twarz mogłaby osłabić ducha i odbierać energię.

Krążą także opowieści, że lalka nie mogła mieć twarzy, bo wówczas stałaby przed lustrem i zaczęłaby się stroić, zamiast zajmować się naszymi sprawami i pomagać nam.

Ja zaś mówię, że jej twarzą jest nasza intencja.

 

Red. : Czy człowiek, który został motanką obdarowany, miał jakieś szczególne przykazania względem niej?

 

Marzena Luterek-Czyż : Przede wszystkim — trzeba nawiązać więź z motanką. Obdarzać ją szacunkiem, traktować uważnie, 

a czasem nawet zagadać, jak do przyjaciela.

Motanka odpowiada na naszą intencję i uwagę, dlatego relacja z nią jest tak ważna. 

 

Red. : Czy motanka zostaje z człowiekiem na zawsze?

 

Marzena Luterek-Czyż : Nie zawsze. Jeśli spełni swoje zadanie lub po prostu „zmęczy się”, przychodzi czas, by się z nią pożegnać. Czasem oznacza to też otwarcie przestrzeni na nową lalkę i nową intencję w naszym życiu. 

 

Red. : Czy motanka może pełnić rolę dekoracji w domu?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak, motanki mogą być oryginalną ozdobą domu, szczególnie dla tych, którzy cenią folklor i słowiańską tradycję.

Jednak nawet jako dekoracja, zawsze niosą w sobie energię i intencję, które je stworzyły. 

 

Red. : Motanki zostały na pewien czas niemal zapomniane wśród Polaków, a od pewnego czasu wracają do łask. Z czego to wynika Pani zdaniem?

 

Marzena Luterek-Czyż : W dzisiejszym świecie - świecie pośpiechu, chaosu i zagubienia szukamy sensu, rytuału, czegoś prawdziwego. 

Myślę, że w tych zabieganych czasach, postępującej technologii i oddalania się człowieka od natury i przede wszystkim samego siebie, coraz głośniej odzywa się w nas potrzeba powrotu do korzeni i do kontaktu z samym sobą, ze swoim rdzeniem.

Żyjemy jednocześnie w wyjątkowym momencie dziejów, kiedy zaczynamy przypominać sobie, kim jesteśmy, jaką mamy moc tworzenia, siłę myśli i potęgę uczuć, kiedy dotykamy tego, co pierwotne i prawdziwe.

Motanka pokazuje nam, że warto wierzyć w siebie i własne pragnienia, w potęgę swojej tożsamości — a wtedy wszystko stanie się możliwe i właściwe. 

 

Red. : Prowadzi Pani warsztaty z tworzenia motanek — czy jest duże zainteresowanie?

 

Marzena Luterek-Czyż : Prowadzę warsztaty tworzenia motanek, w których uczestniczą głównie kobiety. Często mówią, że to dla nich czas zatrzymania. Czas tylko dla siebie. 

Niedawno na moich warsztatach był także chłopiec, który zamotał swojego Domowika. Serce raduje się, że część dzisiejszej młodzieży również odnajduje wartość i urok dawnych obrzędów, zwyczajów i rytuałów. 

 

 

Red. : Motanki są tradycją słowiańską, stojącą w sprzeczności do religii rzymskokatolickiej w naszym kraju, a jednak pamięć o nich wraca. Z Pani obserwacji — wraca jako pamiątka przeszłości czy potrzeba duchowa?

 

Marzena Luterek-Czyż : Dla niektórych motanka może być jedynie pamiątką przeszłości — wtedy staje się po prostu lalką ludową.

Jednak według jej pierwotnego przeznaczenia, dla wielu pozostaje wyrazem głębokiej potrzeby duchowej — powrotem do siebie, do własnego rdzenia, do pierwotnej mądrości i intencji. 

 

Red. : Czy tworzeniem motanek zajmują się częściej ludzie młodzi, czy także starsi?

 

Marzena Luterek-Czyż : Starsi — bo pamiętają opowieści przodkiń. Młodsi — bo fascynuje ich folklor i szukają własnej tożsamości.

Motanka łączy pokolenia, tworząc most między przeszłością a teraźniejszością. 

 

Red. : Coraz więcej Polaków przypomina sobie o swoich słowiańskich korzeniach i doceniają swoją pierwotną historię, kulturę i sztukę wprowadzając ją również w nowoczesność. Czy Motanki mogą również powstawać w wersjach nowoczesnych?

 

Marzena Luterek-Czyż : Tak. Tradycja żyje tylko wtedy, gdy oddycha. 

Przykładem nowoczesnych motanek są moje autorskie lalki, takie jak: Baba Czarowna, Baba Zielna czy Domowik, a niebawem będę tworzyć też Dziada Czarownego.

To my, tworząc motanki, nadajemy im znaczenie i nową energię, łącząc dawną mądrość z oddechem współczesnego świata.

 

Poniżej zostawiam dla Was link do strony internetowej Pani Marzeny oraz galerię jej zdjęć na których możecie zobaczyć jej motanki.

 

   www.PraBaba.art


Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.