Gdy mural ożywa - wieczór przyrodniczy dla dzieci w Zespole Szkół nr 2 w Jeleśni

Opublikowano w 1 marca 2026 22:17

W piątkowy wieczór, 27 lutego w murach Zespołu Szkół nr 2 w Jeleśni wydarzyło się coś więcej niż tylko warsztaty. Było to spotkanie światów: przyrody i technologii, tradycji i współczesności, lokalnej tożsamości i uniwersalnej wrażliwości. Wieczór pod hasłem „Beskidzka Natura” stał się świadectwem tego, że nawet w niewielkiej miejscowości można stworzyć wydarzenie o rozmachu i ambicji, które śmiało mogłoby znaleźć swoje miejsce w kulturalnym kalendarzu dużych miast.


Szkoła, na co dzień wypełniona dźwiękiem dzwonków i rozmów uczniów, tego dnia zamieniła się w przestrzeń refleksji nad beskidzką fauną i florą. Wszystko za sprawą projektu realizowanego przez Fundację 9sił, która postawiła sobie za cel nie tylko estetyczne wzbogacenie szkolnej przestrzeni, lecz przede wszystkim zakorzenienie młodego pokolenia w krajobrazie, z którego wyrasta. Owocem tej inicjatywy jest mural autorstwa etnografa i artysty Macieja Szymonowicza – rozległa, pełna detalu kompozycja przedstawiająca zwierzęta i rośliny Beskidów.


Mural nie jest jednak wyłącznie dekoracją. To opowieść. O krajobrazie, który kształtuje ludzi. O przyrodzie, która – choć często postrzegana jako oczywista – wymaga dziś szczególnej troski i uwagi. Właśnie wokół tej opowieści zbudowano program piątkowego wieczoru.
Najwcześniej, o godzinie siedemnastej, rozpoczęły się warsztaty dla dzieci – wydarzenie towarzyszące, które okazało się czymś znacznie więcej niż tylko przedsmakiem późniejszych atrakcji. Sala szybko wypełniła się najmłodszymi uczestnikami, którzy z mieszaniną ciekawości i nieśmiałości zajmowali miejsca przy stołach przygotowanych do pracy twórczej.


Warsztaty prowadzili Maciej Szymonowicz oraz Agnieszka Hora, znana twórczyni, która w swojej działalności łączy miłość do drewna z wrażliwością ekologiczną i pedagogiczną intuicją. To ona przygotowała dla dzieci drewniane liście i ptaki – surowe, starannie wycięte formy, które czekały na ożywienie kolorem. W rękach najmłodszych kawałki drewna stawały się płótnem, a farby – narzędziem opowieści. Jedne ptaki przybierały barwy znane z pobliskich łąk i lasów, inne stawały się wyrazem dziecięcej fantazji: błękitne skrzydła, złote ogony, liście w kolorach, których próżno szukać w przyrodzie.
Równolegle Maciej Szymonowicz wprowadzał dzieci w świat ornamentyki Beskidu Żywieckiego. Na stołach pojawiły się szablony z wzorami typowymi dla regionu – motywy roślinne, geometryczne kompozycje inspirowane dawnymi zdobieniami skrzyń, strojów i domów. Dzieci uczyły się malować przy ich użyciu lniane torby. Ten wybór nie był przypadkowy. Len – materiał naturalny, trwały i biodegradowalny – stał się jednym z pierwszych elementów użytkowych na drodze do ekologii. W ten sposób sztuka splatała się z praktyką, a tradycja z odpowiedzialnością za środowisko.

Po warsztatach nadszedł czas na część wykładową. W sali zapanowała atmosfera skupienia, która rzadko towarzyszy szkolnym wydarzeniom. Pierwszy wykład wygłosił Piotr Dziki – leśnik, pracownik Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego. Jego wykład, pełen wiedzy, ale i humoru, okazał się prawdziwą podróżą w głąb beskidzkiego lasu.
Piotr Dziki mówił o zwierzętach żyjących w okolicznych lasach: o jeleniach, wilkach, rysiach, o mniejszych ssakach, których obecność zdradzają jedynie tropy na śniegu. Pokazywał dzieciom ślady, opowiadał o zwyczajach zwierząt, o ich cyklu życia, o tym, jak zmienia się las w zależności od pory roku.
Nie była to sucha lekcja biologii. Była to opowieść człowieka, który las zna nie z książek, lecz z codziennego doświadczenia. W jego słowach brzmiała pasja, a czasem troska. Mówił o konieczności ochrony siedlisk, o równowadze, którą łatwo naruszyć, a trudno odbudować. Dzieci słuchały z uwagą, a pytania, które padały z sali, świadczyły o autentycznym zainteresowaniu.


Po wykładzie przyszedł czas na film edukacyjny przygotowany przez Karolinę Morkisz z Nadleśnictwa w Jeleśni. Tym razem uwaga skupiła się na florze charakterystycznej dla regionu Żywiecczyzny. Na ekranie pojawiły się ujęcia beskidzkich polan, górskich łąk i lasów. Karolina Morkisz opowiadała o gatunkach roślin, które stanowią o wyjątkowości tego krajobrazu: o chronionych kwiatach, o drzewach o imponującym wieku, o roślinach, które przystosowały się do surowych warunków górskich.
Jej narracja była spokojna, rzeczowa, a jednocześnie nacechowana emocjonalnym związkiem z miejscem. Film nie tylko informował, ale i uwrażliwiał. Pokazywał, że rośliny – często niedostrzegane w cieniu bardziej spektakularnych zwierząt – są fundamentem całego ekosystemu.


Kulminacyjnym punktem wieczoru był jednak mapping muralu, który rozpoczął się o godzinie dziewiętnastej. Sala pogrążyła się w półmroku, a na ścianie, na której widniał mural, zaczęły pojawiać się pierwsze świetlne projekcje. W oprawie muzycznej skomponowanej przez Dawida Broszczakowskiego i Macieja Szymonowicza obraz zaczął żyć.
Mapping – technika łącząca sztukę wizualną z nowoczesną technologią projekcji – pozwolił nadać statycznemu malowidłu dynamikę. Zwierzęta zaczęły się poruszać, ptaki unosiły skrzydła, liście falowały, jakby poruszał je górski wiatr. Muzyka, momentami subtelna i liryczna, innym razem bardziej ekspresyjna, budowała napięcie i podkreślała rytm zmieniających się obrazów.


Był to spektakl, który zaskoczył rozmachem. W szkolnej przestrzeni, z dala od wielkomiejskich centrów kultury, powstało widowisko na wysokim poziomie artystycznym. Publiczność – dzieci, rodzice, nauczyciele – obserwowała projekcję w całkowitej ciszy. W tych kilkunastu minutach zawarła się esencja całego wieczoru: zachwyt nad przyrodą i przekonanie, że można o niej opowiadać językiem nowoczesnym, nie tracąc szacunku dla tradycji.
Mapping okazał się wielkim sukcesem. Mural, który wcześniej był piękną, lecz statyczną kompozycją, stał się sceną opowieści o cyklu życia, o zmienności pór roku, o delikatnej równowadze między człowiekiem a naturą. Światło i dźwięk nie zagłuszyły malarskiej narracji, lecz ją dopełniły.


Przyroda, tradycja, muzyka i nowoczesność spotkały się w jednym miejscu. Nie jako konkurujące ze sobą porządki, lecz jako elementy tej samej opowieści. Najmłodsi uczestnicy mogli je zgłębić, docenić i – co najważniejsze – zapamiętać. Być może za kilka lat, gdy spojrzą na swoje lniane torby czy drewniane ptaki, przypomną sobie ten zimowy wieczór. A wraz z nim świadomość, że są częścią krajobrazu, który warto chronić.
W Jeleśni, w skromnych murach szkolnego budynku, wydarzyło się coś, co można by nazwać małą lekcją odpowiedzialności. Odpowiedzialności za miejsce, za tradycję i za przyszłość. I jeśli sztuka ma jeszcze dziś jakąkolwiek misję, to być może właśnie taką: łączyć, uwrażliwiać i inspirować.