Jeszcze niedawno dzieci w przedszkolach i szkołach wynosiły ją barwnym orszakiem poza wieś, by utopić w najbliższej rzece lub stawie. Dziś zwyczaj ten blednie, a wraz z nim pamięć o jednej z najbardziej złożonych postaci słowiańskiej mitologii. Marzanna – znana też jako Morana, Morena, Mora czy Śmierć – sprowadzona została w potocznym rozumieniu do kukły symbolizującej zimę. Tymczasem jej znaczenie było znacznie głębsze.
Dla dawnych Słowian zima była nie tyle porą roku, ile stanem kosmicznym – czasem uśpienia, martwoty i rozkładu. Marzanna patronowała temu, co zamiera, starzeje się i odchodzi w cień. Nie była jednak personifikacją nagłej śmierci. Jej domeną było powolne marnienie, zapominanie, wycofywanie się z życia. Rządziła starością i samotnością, rozkładem i ciszą, jaka zapada przed odrodzeniem.
Imię bogini wywodzi się najpewniej z praindoeuropejskiego rdzenia mar- związanego z wodą – morzem, bagnem, głębiną. W kulturze ludowej „za morzem” oznaczało „w zaświatach”, poza granicą znanego świata. Woda była bramą. W tym sensie Marzanna nie była jedynie panią zimy, lecz władczynią przejścia – strażniczką granicy między tym, co żywe, a tym, co ukryte.
Wbrew uproszczeniom, badania ostatnich dekad – prowadzone m.in. przez Andrzeja Kempińskiego, Radoslava Katičicia czy Leszka Kolankiewicza – pokazują, że nie można jej redukować do mrocznej figury śmierci. W wierzeniach politeistycznych bóstwa zaświatów patronowały jednocześnie życiu i urodzajowi. Atrybuty Marzanny – wieniec, strój panny młodej, korale, złote jabłko czy klucz otwierający ziemię na wiosnę – wskazują na związek z płodnością i odrodzeniem. To bogini cyklu, nie końca.
W mitach jawi się jako postać tragiczna i ambiwalentna. Gdy była jeszcze piękna i młoda, zapragnął jej Kupała – bóg płodności i żądzy. Wierzył, że zdobywając jej miłość, złagodzi surowość zimy i przywróci światu równowagę. Marzanna jednak, za podszeptem Nyji, zwabiła go i zgładziła, odcinając mu głowę srebrnym biczem-sieczem. Ciało bez głowy pędziło przez stepy, zwiastując chaos. Ostatecznie głowa została ożywiona i przywrócona bogu, lecz odtąd – jak głosi podanie – Kupała „nie był już taki jak dawniej”. Stąd powiedzenie o utracie głowy z powodu namiętności.
Marzanna miała także związek ze Świcieniem, trzynastym Miesiącem, którego próbowała zatrzymać w Lodowym Zamku. Nieudana próba kosztowała ją utratę urody. Od tej pory wyobrażano ją jako smukłą kobietę o siwych włosach i pustych, bezbarwnych oczach, odzianą w ciemną suknię, z sierpem w dłoni – atrybutem przejętym z czasem od Nyji. Obie postaci zlały się w ludowej wyobraźni w jedną figurę Kostuchy.
Symbolika bogini jest bogata: jabłoń jako jej święte drzewo, marzana barwierska dająca czerwoną barwę, marzanka wonna używana do przyprawiania piwa, wrotycz – roślina obrzędowa i magiczna. Jej zwierzęciem była gęś, symbol odwagi, a także żmija – partnerka męskiego Żmija. Kukłę Marzanny wykonywano nie tylko ze słomy, lecz także z konopi.
Topienie Marzanny, praktykowane między świętem Matki Boskiej Gromnicznej a Roztworną, było prawdopodobnie nie tyle rytuałem „wypędzania zimy”, ile symbolicznym odmłodzeniem bogini. Woda miała moc odradzania. W niektórych regionach po utopieniu kukły przynoszono do wsi zieloną gałąź – Gaik – znak powrotu życia.
Chrześcijaństwo nie zniosło całkowicie jej kultu, lecz go przekształciło. Marzannę zestawiano z Matką Boską Zielną, Dożynkową, a nawet Zaśnięcia i Śmierci. Echa dawnych wierzeń przetrwały w rozbudowanych kultach maryjnych. Archikatedra gnieźnieńska pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP oraz kościół w Świętomarzy – według podań wzniesione na dawnych miejscach kultu – są tego wymownym świadectwem.
Dziś topienie Marzanny bywa jedynie szkolną zabawą albo zanika całkowicie. W świecie, w którym dekoracje świąteczne pojawiają się w sklepach już we wrześniu, a tradycja ustępuje miejsca sezonowej sprzedaży, rytuał przejścia traci znaczenie. A jednak w tym prostym geście – wyniesieniu kukły poza wieś i oddaniu jej wodzie – kryje się pamięć o cyklu, o konieczności obumierania, by mogło nadejść nowe.
Może warto do tej symboliki wrócić – nie jako do rekonstrukcji pogańskiego kultu, lecz jako do rodzinnego rytuału wspólnoty. Wspólne wykonanie Marzanny, spacer nad rzekę, opowieści starszych o dawnych zwyczajach – to nie tylko lekcja historii, lecz także przypomnienie, że kultura żyje tak długo, jak długo ją praktykujemy.