Kiedy chrześcijaństwo zaczęło stopniowo przenikać na ziemie polskie, dawne zwyczaje i obrzędy nie zniknęły nagle. Zostały raczej odsunięte na dalszy plan, ustępując nowej religii i jej kalendarzowi świąt. Mimo to wiele z nich przetrwało – niekiedy w zmienionej formie – i do dziś powraca w naszych wiosennych tradycjach. Wystarczy przyjrzeć się bliżej wielkanocnym obyczajom, by dostrzec, że pod chrześcijańską symboliką kryją się znacznie starsze warstwy kulturowe.
Współcześnie katolicy obchodzą Wielkanoc jako najważniejsze święto w roku liturgicznym. Jej termin nie jest stały. Wyznacza się go według zasady ustalonej przez Sobór Nicejski I w 325 roku. Zgodnie z nią Wielkanoc przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca następującej po równonocy wiosennej. Umownie przyjmuje się, że równonoc ta przypada 21 marca. Oznacza to, że datę święta wyznacza obserwacja cyklu księżycowego: pierwsza pełnia po tej dacie wskazuje moment, po którym następuje niedziela Wielkanocy.
Na ziemiach polskich święto to zaczęto obchodzić wraz z chrystianizacją kraju po roku 966, czyli po Chrzest Polski. Proces ten nie objął jednak wszystkich terenów jednocześnie. Najpierw nowe obrzędy pojawiły się w najbliższym otoczeniu władcy, Mieszko I, pierwszego historycznie potwierdzonego księcia państwa Polan. Rządził on w latach około 960–992 i uchodzi za twórcę państwa polskiego oraz założyciela dynastii Piastów.To właśnie w jego kręgu zaczęto celebrować pierwsze chrześcijańskie święta, które z czasem rozprzestrzeniły się na kolejne regiony kraju.Jednak zanim Wielkanoc na dobre zakorzeniła się w kulturze mieszkańców tych ziem, wiosna była czasem innych świąt i obrzędów. W okolicach równonocy wiosennej obchodzono bowiem Jare Gody – jedno z najważniejszych świąt w kalendarzu dawnych Słowian. Celebracja trwała kilka dni i symbolizowała odrodzenie życia po zimie.
Sama nazwa święta ma głęboko zakorzenione znaczenie językowe. Prasłowiański rdzeń jar- oznacza siłę, krzepkość i młodość – cechy przypisywane wiośnie oraz budzącej się naturze. Nieprzypadkowo więc dawna słowiańska nazwa wiosny brzmiała właśnie „jar”.
Niektórzy badacze uważają, że wiosenne obchody były poświęcone bóstwu płodności – Jaryle, znanemu przede wszystkim wśród Słowian wschodnich i południowych. W wyobrażeniach przedstawiano go jako młodego mężczyznę ubranego w białe szaty, trzymającego w dłoni kłosy żyta – symbol urodzaju i nowego życia. Niekiedy towarzyszyła mu także głowa starego człowieka, określanego mianem „starego Jaryły”, który w symbolicznej walce ustępował miejsca młodemu. Był to obraz cyklicznego odradzania się natury.
Według części źródeł bóstwo to występowało również pod innymi imionami, takimi jak Jaruna czy Jarowit. Trudno jednak jednoznacznie ustalić, jak dawny jest jego kult i na ile rzeczywiście był związany z pierwotnymi obchodami Jarych Godów. Co znamienne, brak wyraźnych wzmianek o nim w źródłach wcześniejszych niż XVIII wiek.
Nieodłącznym elementem wiosennych obrzędów było także topienie lub właściwie pożegnanie Marzanny – symboliczne pożegnanie zimy. Choć dziś kojarzy się głównie z dziecięcą zabawą, w przeszłości był to rytuał o głębokim znaczeniu symbolicznym. Zanim jednak doszło do samego obrzędu, w domostwach rozpoczynano przygotowania.
Pierwszym krokiem były wielkie porządki w gospodarstwach. Dom należało dokładnie zamieść i oczyścić, aby – zgodnie z dawną symboliką – usunąć z niego wszystko, co złe i zimowe. To właśnie w tych praktykach wielu badaczy dopatruje się źródeł dzisiejszych wiosennych porządków.
Młodzi ludzie przygotowywali także zielone gałązki – najczęściej brzozowe, wierzbowe lub dębowe – którymi smagano się wzajemnie. Obrzęd ten miał zapewnić zdrowie, witalność i płodność, a jednocześnie był okazją do zabawy i śmiechu. Wbrew późniejszym interpretacjom nie miał nic wspólnego z umartwianiem ciała.
Wiosenne święto obejmowało również chodzenie z tzw. gaikiem, czyli przystrojoną sosną lub jodłą symbolizującą odradzającą się przyrodę. Z kolei na zakończenie obchodów odbywały się obrzędy zaduszne znane jako Radonica, podczas których wspominano zmarłych przodków.
Jak w wielu dawnych świętach, także tutaj finałem była wspólna uczta. Stoły uginały się od jedzenia, śpiewano, tańczono i świętowano nadejście nowego cyklu życia. Był to czas radości, nadziei i wspólnoty.
O tym jednak – oraz o tym, jak wiele z tych dawnych zwyczajów przeniknęło do współczesnych tradycji wielkanocnych – warto opowiedzieć już w kolejnym felietonie.