Najbardziej doniosły czas Wielkiego Postu – od Wielkiego Piątku aż po Niedzielę Wielkanocną – od zawsze skupiał w sobie nie tylko religijną powagę, lecz także bogactwo ludowych praktyk i wierzeń. Na Żywiecczyźnie dni te nabierały szczególnego znaczenia, splatając chrześcijańską symbolikę z dawnymi, często przedchrześcijańskimi tradycjami. Świadectwem tego świata, dziś w znacznej mierze zapomnianego, pozostaje książka „Boży Rok w zwyczajach i obrzędach ludu żywieckiego”, dokumentująca rytuały, które jeszcze niedawno stanowiły żywą część lokalnej tożsamości.
Jednym z najbardziej charakterystycznych zwyczajów było zastępowanie milknących w Wielkim Tygodniu dzwonów kościelnych drewnianymi klekotkami, zwanymi także kołatkami. Ich surowy, rytmiczny dźwięk rozbrzmiewał w każdej niemal wsi, podkreślając atmosferę skupienia i żałoby. Wykonywane najczęściej z drewna sosnowego lub bukowego, były prostym, lecz wymownym symbolem ciszy, jaka zapadała w kościołach po „zawiązaniu” dzwonów.
Wielki Piątek przynosił ze sobą nie tylko religijną refleksję, ale i praktyki o wyraźnie symbolicznym charakterze. Na żywieckiej wsi sadzono wówczas drzewka – gest ten interpretowano jako znak nadziei i odrodzenia. Tak jak męka Chrystusa miała wydać duchowy plon, tak i zasadzone drzewa miały rosnąć silne i owocne. Był to zarazem wyraz głębokiego związku człowieka z naturą i cyklem życia.
O świcie tego samego dnia chorzy udawali się nad potoki i stawy, wierząc w uzdrawiającą moc wody. W Moszczanicy, jak i w wielu innych miejscowościach, obmycie miało przynosić ulgę w chorobach, szczególnie skórnych. Źródeł tej praktyki upatrywano w symbolice wody obecnej w Ewangelii – jako znaku oczyszczenia i odnowy.
W ludowej wyobraźni Wielki Piątek był również dniem czarownic. Według podań miały one zakradać się do gospodarstw, by kraść nawóz lub podkładać magiczne zioła, odbierające mleko cudzym krowom. Próby pożyczania przedmiotów od sąsiadów również interpretowano jako element tych tajemniczych działań. W Ujsołach istniał nawet zwyczaj „rozpoznawania” czarownic podczas procesji rezurekcyjnej – wierzono, że nie są one w stanie trzykrotnie obejść kościoła bez przeszkód. Kobiety podejrzewane o czary mogły spotkać się z symboliczną karą, polegającą na uderzaniu „słodkim drzewem”, zwanym śmigorem.
Wielki Piątek był także dniem surowych praktyk wychowawczych. Matki symbolicznie smagały dzieci rózgą lub korzeniem „słodkiego drzewa”, przywołując mękę Chrystusa. W niektórych wsiach towarzyszyły temu słowa „Boże rany”, powtarzane trzykrotnie. Zwyczaj ten mógł nosić ślady dawnych słowiańskich obrzędów oczyszczających i zdrowotnych.
W Wielką Sobotę ogień i woda nabierały szczególnej mocy. Palono ciernie z głogu, dzikiej róży czy tarniny, a gałązki leszczyny i jałowca święcono przy kościele. Wraz z wodą święconą miały one chronić gospodarstwa i wspierać pierwsze prace polowe. Do domów przynoszono wodę, którą skrapiano izby, wierząc także w jej właściwości lecznicze.
Nie brakowało również zwyczajów związanych z jedzeniem i dekoracją. W Juszczynie i Lipowej groby Pańskie przystrajano kiełkującym owsem lub żytem – symbolem życia i odrodzenia. Na stołach wielkanocnych pojawiały się kołacze, babki, mięsa i jajka, barwione naturalnymi metodami, m.in. łupinami cebuli czy liśćmi pokrzywy.
Sama Niedziela Wielkanocna była dniem ciszy i skupienia. W wielu wsiach unikano odwiedzin, a nawet głośnego chodzenia – jak w Juszczynie, gdzie mieszkańcy poruszali się niemal na palcach. Wierzono, że tego dnia przyroda objawia swoje tajemnice: w Moszczanicy obserwowano zachodzące słońce, które – jak mówiono – „tańczyło” na niebie.
Dopiero Poniedziałek Wielkanocny przynosił wyraźne rozluźnienie obyczajów. Śmigus-dyngus, zakorzeniony w dawnych praktykach słowiańskich, łączył w sobie elementy oczyszczenia i zalotów. Polewanie wodą oraz smaganie witkami miało zapewniać zdrowie, płodność i powodzenie. Przed wojną chłopcy używali „słodkich drzew”, by symbolicznie „osłodzić” dziewczęta.
Dziś wiele z tych zwyczajów odeszło w zapomnienie lub przetrwało jedynie w formie szczątkowej. Pozostają jednak świadectwem świata, w którym sacrum i codzienność przenikały się w sposób naturalny, a rytm życia wyznaczały nie tylko kalendarz liturgiczny, lecz także głęboko zakorzenione wierzenia i tradycje oraz cykliczność natury.