Redyk - między obrzędami a codziennością.

Opublikowano w 14 kwietnia 2026 20:48

Słowo „redyk” wśród turystów wywołuje niemal natychmiastowe skojarzenia z malowniczymi widokami: stadami owiec sunącymi przez zielone hale, dźwiękiem dzwonków i sylwetkami pasterzy na tle gór . Dla górali jednak redyk to nie widowisko, lecz początek długiego, wymagającego sezonu – czas pracy, odpowiedzialności i rozstania z bliskimi na wiele miesięcy.

Sezon pasterski wyznaczają dwa zasadnicze momenty: jego uroczyste rozpoczęcie, czyli redyk, oraz zakończenie – łossod. Redyk, będący symbolicznym wyjściem na hale, ma charakter niemal sakralny. Nieprzypadkowo odbywa się zwykle przed pełnią księżyca, co w dawnych wierzeniach miało zapewnić pomyślność i ochronę dla ludzi oraz zwierząt.

Jeszcze przed samym wymarszem odbywały się praktyki o głębokim znaczeniu duchowym. W niektórych regionach baca opuszczał wieś nocą, by poza jej granicami modlić się, leżąc krzyżem na ziemi. W innych miejscach modlitwy odbywały się w kościele lub przy przydrożnych kapliczkach. Te gesty, dziś często postrzegane jako relikt przeszłości, stanowiły fundament całego sezonu – próbę zabezpieczenia się przed nieprzewidywalnością natury i losu.

Jednym z pierwszych i najważniejszych etapów redyku jest tzw. mieszanie owiec. Zwierzęta, należące do różnych gospodarzy, powierzane są bacom i juhasom na cały okres wypasu. Powstaje wówczas jedno wielkie stado – kierdel. Ten moment ma wymiar zarówno praktyczny, jak i symboliczny: oznacza przekazanie odpowiedzialności oraz początek wspólnotowego wysiłku.

Po zmieszaniu następuje liczenie owiec – czynność, która w tradycji pasterskiej obrosła szczególnymi zasadami. W przeszłości baca nie dotykał zwierząt ręką, lecz kapeluszem, wierząc, że bezpośredni kontakt mógłby im zaszkodzić. Jeden z juhasów głośno wyliczał kolejne sztuki, drugi zaś przesuwał paciorki różańca – co dziesięć owiec jeden koralik. Był to nie tylko praktyczny sposób uniknięcia pomyłek, lecz także próba oswojenia czynności, którą uznawano za potencjalnie niebezpieczną dla stada. Zbyt częste liczenie mogło bowiem, według wierzeń, sprowadzić nieszczęście.

Dawniej owce po policzeniu przepędzano przez przedmioty o znaczeniu ochronnym: łańcuchy, ciupagi czy nawet stułę, jeśli udało się ją pozyskać z kościoła. Miały one zapewnić bezpieczeństwo, zdrowie i urodzaj przez cały sezon wypasowy. W tych gestach wyraźnie widoczne jest przenikanie się porządku religijnego i ludowej magii – charakterystyczne dla kultury góralskiej.

Centralnym elementem redyku pozostaje msza święta. To właśnie podczas niej wspólnota pasterzy i gospodarzy zawierza nadchodzące miesiące opiece Bożej. Dawne praktyki, które mogłyby dziś uchodzić za magiczne, nie były postrzegane jako sprzeczne z religią rzymskokatolicką – przeciwnie, współistniały z nią, tworząc spójną całość. Wszystko podporządkowane było jednemu celowi: zapewnieniu pomyślności.

Nieodłącznym elementem obrzędowości jest także symbolika ochronna obecna w stroju i gestach. Juhasi zatykali za otok kapelusza gałązki świerka lub jodły – drzew uznawanych za apotropeiczne, zdolne odpędzać zło. Równie ważne było okadzanie owiec i szałasu. Dym ze spalanych ziół – bylicy, cisu czy przestępu – miał chronić przed chorobami, czarami i złymi mocami. Do dziś bacowie podtrzymują tę praktykę, używając suszonych, wcześniej poświęconych roślin.

Woda święcona stanowiła kolejny filar ochrony. Kropienie nią owiec i pasterzy towarzyszyło rozpoczęciu sezonu od najdawniejszych czasów. Wierzono w jej niezwykłą moc – oczyszczającą, leczniczą i zabezpieczającą. Szczególną wartość przypisywano wodzie poświęconej w Wielką Sobotę czy podczas święta Trzech Króli, a także tej, która została pobłogosławiona w kilku kościołach. Obok niej baca zabierał na halę także inne poświęcone przedmioty: kredę, sól, chleb czy gromnicę.

Wśród tych symbolicznych artefaktów znajdowała się również szczapka drewna poświęcona w Wielką Sobotę. Miała chronić stado przed złem, a zwłaszcza przed czarownicami – postaciami, które w ludowej wyobraźni długo pozostawały realnym zagrożeniem.

Choć współczesność przyniosła racjonalne wyjaśnienia wielu dawnych lęków, obrzędy związane z redykiem nie zanikły. Przeciwnie – trwają jako żywa część kultury, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dla jednych stanowią atrakcję turystyczną, dla innych – wyraz tożsamości i pamięci o przodkach.

Redyk nie jest więc jedynie folklorystycznym spektaklem. To moment, w którym tradycja spotyka się z codziennością, a dawne wierzenia – z realiami współczesnego świata. W tej niezwykłej mieszance rytuału, pracy i wspólnoty kryje się jego prawdziwe znaczenie – znacznie głębsze niż obraz znany z pocztówek.