Zakochana w tradycji - o tym jak Żywiecczyzna zaprowadziła dr. Justynę Michniuk na Łużyce

Opublikowano w 6 maja 2026 17:28

 

Justyna Michniuk – doktor nauk społecznych, badaczka, dziennikarka i tłumaczka, pochodząca z Beskidu Żywieckiego. Absolwentka Szkoły Podstawowej w Radziechowach. Od 18 lat zajmuje się badaniem kultury, tradycji i współczesności Dolnych Łużyc (Brandenburgia, Niemcy), pozostając jednocześnie blisko dziedzictwa i zwyczajów rodzinnej Żywiecczyzny.

 

Red. : Skąd u Pani tak ogromne zamiłowanie do etnografii? Kiedy ta pasja rozkwitła w Pani życiu?

Dr Justyna Michniuk : Pasję do etnografii, etnologii oraz antropologii kulturowej, zwłaszcza do wywiadu etnograficznego, mam od mojej prababci i moich dziadków, pochodzących stąd, z Żywiecczyzny. Od dzieciństwa byłam pod opieką najpierw prababci, rocznik 1911, potem babci, rocznik 1938 i dziadka, rocznik 1930. Opowiadali mi o naszych zwyczajach, wiedli za rękę przez ich kultywowanie, które było u nas w domu żywe jeszcze w moim dzieciństwie, a także opowiadali niezwykłe historie z ich dzieciństwa, które mnie pasjonowały.

Chłonęłam to wszystko, a potem, już w szkole średniej, zaczęłam rozmawiać z innymi ludźmi, np. sąsiadami, brałam udział w różnych konkursach skupiających się na zbieraniu dotąd nieznanych zeznań świadków, np. organizowanych przez Ośrodek KARTA w Warszawie, i w ogóle kocham rozmawiać z ludźmi na różne tematy, nawet na te wydawałoby się bagatelizowane, np. co się kiedyś jadało, w co bawiły się dzieci itd.

Mój dziadek zabierał mnie także regularnie do muzeum w Żywiec, gdzie moim ulubionym eksponatem było przebranie diabła, naszych Dziadów. Najpierw się go bałam, a potem straszyłam nim Dziadka.

 

Red. : Jest Pani doktorem nauk społecznych – jak etnografia łączy się z tą dziedziną nauki w Pani pracy?

Dr Justyna Michniuk : Jako doktor nauk społecznych w zakresie pedagogiki patrzę na etnografię jako na naturalne narzędzie badawcze, które pozwala lepiej rozumieć człowieka w jego codziennym środowisku społecznym i kulturowym. Pedagogika nie dotyczy przecież wyłącznie szkoły, ale także wychowania, przekazu międzypokoleniowego, budowania tożsamości i uczenia się poprzez kulturę oraz wspólnotę.

Etnografia daje mi możliwość docierania do żywych doświadczeń ludzi – poprzez rozmowę, obserwację, poznawanie ich zwyczajów, języka, pamięci rodzinnej i lokalnych tradycji. Dzięki temu mogę zobaczyć, jak kultura wpływa na proces wychowania i kształtowania tożsamości.

Szczególnie ważne jest to w moich badaniach nad Serbołużyczanami. Interesuje mnie, w jaki sposób przekazują oni język, tradycję i wartości kolejnym pokoleniom oraz jak dbają o zachowanie swojej odrębności we współczesnym świecie. To właśnie miejsce, w którym pedagogika spotyka się z etnografią – w pytaniu o to, jak wspólnota wychowuje, uczy i chroni własne dziedzictwo. Myślę też, że moje zainteresowania mają korzenie rodzinne – wyniosłam je z domu, z opowieści prababci i dziadków z Żywiecczyzny. To oni nauczyli mnie słuchać ludzi i dostrzegać wartość codziennych historii, które często mówią o człowieku więcej niż oficjalne statystyki czy podręczniki.

 

Red. : Jak znalazła się Pani w zespole Słowiańska Agencja Prasowa? Może też przybliży Pani naszym odbiorcom, czym ona jest?

Dr Justyna Michniuk : Ze Słowiańska Agencją Prasową zetknęłam się sama, przeglądając treści w Internecie. Zauważyłam ich działalność i uznałam, że jest mi bardzo bliska, dlatego po prostu napisałam z pytaniem, czy potrzebują nowych autorów. Tak rozpoczęła się nasza współpraca, która trwa już od kilku lat. Bardzo ją sobie cenię, ponieważ daje mi możliwość łączenia pracy badawczej z popularyzacją wiedzy.

Słowiańska Agencja Prasowa zajmuje się przybliżaniem historii, kultury, tradycji oraz współczesnych spraw narodów słowiańskich. Publikuje materiały dotyczące dziedzictwa Słowian, ich tożsamości, języków, obyczajów i wydarzeń, które często nie znajdują należnego miejsca w głównym nurcie mediów.

Uważam, że to niezwykle ważna działalność, ponieważ szkoła bardzo dużo uwagi poświęca mitologii greckiej i rzymskiej, natomiast znacznie rzadziej mówi się o naszych rodzimych wierzeniach, symbolice czy historii dawnych Słowian. A przecież to również część naszego dziedzictwa, które warto znać, rozumieć i przekazywać dalej.

 

Red. : Czy z Pani obserwacji mieszkańcy Żywiecczyzny troszkę zapomnieli o swoich słowiańskich korzeniach? W końcu nie tylko Wołosi są źródłem ludności Karpat.

Dr Justyna Michniuk : Był taki czas w naszym regionie, że oddaliliśmy się od naszych rodzimych tradycji na rzecz innych wpływów – globalizacja dociera przecież wszędzie. Nasz strój wiejski był często wyśmiewany, podobnie jak ludzie mówiący naszą gwarą. Przez pewien okres to, co lokalne i własne, bywało niesłusznie uznawane za mniej wartościowe.

Na szczęście dziś widać wyraźny powrót do korzeni. Zespoły regionalne mają się dobrze, należy do nich wiele dzieci i młodzieży, a to daje nadzieję, że tradycja będzie trwać dalej. Także dawne zwyczaje, na przykład niedawne stawianie mojek, zostały rewitalizowane! Oby tak dalej. 

Nasze stroje również ponownie są obecne w krajobrazie Beskidów, co bardzo mnie cieszy. Sama posiadam kilka wariantów stroju wiejskiego i noszę go z nieukrywaną dumą, aby pokazać, skąd jestem. Uważam, że pielęgnowanie własnych korzeni nie stoi w sprzeczności z nowoczesnością – przeciwnie, daje człowiekowi poczucie tożsamości i zakorzenienia.

 

Red. : Co najbardziej fascynuje Panią w tradycjach i kulturze Żywiecczyzny?

Dr Justyna Michniuk : Kultura Żywiecczyzny to są moje rodzime tradycje. Ja jestem najbardziej związana z tym regionem i naszą kulturą Beskidów, ponieważ spędziłam tutaj wiele lat życia, a w mojej rodzinie te tradycje były bardzo silnie pielęgnowane. Cenię to, że tradycje na Żywiecczyźnie bardzo mocno odzwierciedlają oryginalne słowiańskie zwyczaje. Często w tradycjach, nawet tych adaptowanych przez Kościół katolicki, można znaleźć elementy dawnych wierzeń słowiańskich.

Od zawsze interesowała mnie historia Słowian oraz magia ludowa. Szczególnie fascynują mnie różnego rodzaju zabiegi magiczne. Na przykład hałas w lasach, używany zarówno na Żywiecczyźnie, jak i na Dolnych Łużycach, miał na celu przepędzanie złej energii i duchów. Na Dolnych Łużycach hałas ten robili tzw. camprownicy, którzy w korowodzie przebierańców wydawali głośne dźwięki. W nasze tradycje wpisują się również zaklęcia ochronne, np. robienie naszyjników z jarzębiny, które miały chronić przed piorunami. Ważna była także wiara w lecznicze właściwości roślin.

 

 

Red. : Przejdźmy do Ziemi Łużyckiej – jak Pani się tam znalazła i jak wpłynęło to na Pani pasje etnograficzne?

Dr Justyna Michniuk : Może zmieńmy określenie „Ziemia Łużycka” na po prostu „Łużyce”. Historycznie wyróżniamy Łużyce Górne ze stolicą w Budziszynie oraz Łużyce Dolne ze stolicą w mieście Chociebuż. Wielu badaczy, w tym ja, wyróżnia również Łużyce Średnie z parafią Schleife (Slepo) jako centrum tego terenu. Wiele lat temu mój ówczesny promotor doktoratu zaproponował mi temat związany z Łużyczanami, ponieważ Łużyce leżą blisko Polski, podróże tam nie były drogie, a ja płynnie znam język niemiecki oraz 3 inne języki słowiańskie, co ułatwiło mi prowadzenie badań oraz naukę serbołużyckiego.

Od pierwszych chwil pobytu na Łużycach wiedziałam, że najbardziej interesują mnie tam tradycje, zwyczaje i ludzie. Ich osobiste historie i losy bardzo wpłynęły na moje pasje. Moim głównym tematem badawczym są przede wszystkim Serbołużyczanie z Dolnych Łużyc. Nauczyłam się języka dolnołużyckiego, mam certyfikat C1, pracuję dla radia dolnołużyckiego, piszę artykuły dla mediów dolnołużyckich i aktywnie uczestniczę w wydarzeniach związanych z tą kulturą. Język dolnołużycki jest obecny także w mojej rodzinie, pracy, w czasie wolnym, po prostu wszędzie!

 

Red. : Dużo podobieństw możemy znaleźć między Żywiecczyzną a Łużycami?

Dr Justyna Michniuk: Pomiędzy Dolnymi Łużycami a Żywiecczyzną można znaleźć wiele podobieństw. W obu regionach procesy odrzucania dawnych zwyczajów i tradycji nastąpiły, ale potem zwyczaje były rewitalizowane i pielęgnowane, czasami w zmienionej formie. Zarówno na Żywiecczyźnie, jak i na Łużycach mamy piękne stroje ludowe, które niosą informacje o tym, kto je nosi. Stroje te są świętością dla ludzi związanych z tradycją i wyrażają tożsamość, mówią o tym, kim jesteśmy. To przywiązanie do stroju jest silne zarówno na Łużycach, jak i w Beskidach.

Obserwuję też wiele serbołużyckich tradycji, które mogą mieć wspólne słowiańskie pochodzenie z tymi na Żywiecczyźnie. Przykładów jest wiele. Można tutaj wskazać na obrzędy wiosenne – zarówno na Żywiecczyźnie, jak i u Serbołużyczan występują rytuały symbolicznego pożegnania zimy i powitania wiosny (np. topienie lub palenie kukły). Podobieństwo tych zwyczajów pokazuje wspólne słowiańskie wyobrażenia o cyklu przyrody i odradzaniu się życia.

 

Red. : Czy można powiedzieć, że jedna kultura lokalna i całe jej bogactwo jest ciekawsze od innej, czy zdecydowanie lepszym określeniem jest po prostu inność?

Dr Justyna Michniuk: Nie oceniam kultur pod względem tego, czy są lepsze, czy gorsze. Uważam, że każdy region, który zachował swoją unikalną kulturę, stroje, język i tradycje, jest wart odwiedzenia, badań i upowszechniania wiedzy. Nie ma kultur ani języków lepszych czy gorszych, a różnorodność kulturowa czyni świat ciekawym. Gdyby wszyscy mówili jednym językiem i mieli identyczne tradycje, świat byłby bardzo nudny.

 

Red. : Przyjechała Pani w rodzinne strony na krótki czas, jednak nie bez powodu – w Żywiecka Biblioteka Samorządowa odbędzie się wystawa fotografii, a w Gminna Biblioteka Publiczna w Radziechowach spotkanie z Panią. Proszę opowiedzieć, co nas czeka?

Dr Justyna Michniuk : Aktualnie przyjechałam na Żywiecczyznę przede wszystkim na Konwent Kultury Rodzimej SLAVNI, który odbywał się 25–26 kwietnia w Chorzowie. W niedzielę prowadziłam wykład. To już było czwarte spotkanie konwentu, w którym razem z mężem aktywnie uczestniczyliśmy. Chorzów, gdzie odbywa się SLAVNI, był trzecią stacją z moich spotkań autorskich i wykładów, przewidzianych na pierwsze półrocze 2026 roku. Wcześniej byłam już w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze oraz w Muzeum Kultur Świata, czyli w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Przy okazji uczestnictwa w konwencie, przedłużyłam swój pobyt, ponieważ chciałam być aktywna lokalnie, między innymi przy wystawie „Echo dawnego Żywca”, organizowanej przez Żywiecką Bibliotekę Samorządową. Biblioteka na swojej stronie na Facebooku prosiła mieszkańców o przesyłanie starych fotografii, dzięki którym możliwe było stworzenie tej wyjątkowej, wspomnieniowej ekspozycji. Ja przesłałam kilkanaście zdjęć mojego pradziadka Karola Zięby, który po II wojnie światowej działał w zespole regionalnym PILSKO. Dwa zdjęcia zostały wybrane do wystawy, co uważam za bardzo wartościowe, bo nie każdy, kto posiada takie fotografie potrafi docenić ich znaczenie historyczne. 

Zaplanowałam także kameralne spotkanie w bibliotece w Radziechowach- Wieprzu, z którą od lat współpracuję. Przekazałam bibliotece wiele książek, które otrzymałam do recenzji. Rozmawiając z panią bibliotekarką, doszłyśmy do wniosku, że warto zorganizować spotkanie z okazji wydania mojej książki pt. „Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowanie kultury mniejszościowej”, która została opublikowana we wrześniu ubiegłego roku przez Wydawnictwo Novae Res. Podczas spotkania pt. „Kolorowe stroje, piękne zwyczaje – co łączy Beskidy i Dolne Łużyce?” dnia 14.05. chcę pokazać na podobieństwa między Żywiecczyzną a Dolnymi Łużycami. 

Kolejnymi stacjami będą dla mnie Opole, gdzie 16.05 otwieram wystawę fotograficzną w Muzeum Wsi Opolskiej oraz Gorzów Wielkopolski, gdzie 21.05 będę miała wykład w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej. Co przyniesie drugie półrocze tego roku, jeszcze nie zdradzę. 

Red. : Na koniec chciałbym zapytać Panią, co uważa Pani za swój największy sukces w zakresie rozwoju pasji etnograficznej? Taki najważniejszy punkt, który sprawił, że poczuła Pani, że to, co robi, ma ogromne znaczenie?

Dr Justyna Michniuk: Moim największym sukcesem jest fakt, że mam rodzinę, która mnie wspiera i rozumie moją pracę naukową. Dzięki temu mogę być aktywna, podróżować po Polsce i angażować się w różne projekty. 

W zeszłym roku miałam spotkania związane z książką w pięciu miastach, w tym roku odbędą się one w pięciu miastach i jednej wsi, właśnie w Radziechowach. W sumie odwiedzę w ciągu w ciągu 10 miesięcy od wydania książki 11 różnych miejsc w Polsce, gdzie m.in. o niej opowiem. Nie każdy może sobie na to pozwolić, mając rodzinę. Ponadto jestem cały czas aktywna, zarówno pisząc, jak i pracując naukowo i zawodowo m.in. w radiu dolnołużyckim, a moja wspierająca rodzina umożliwia mi realizowanie moich pasji.