Współcześnie w Polsce Zielone Świątki postrzegane są przede wszystkim jako święto kościelne, przypadające pięćdziesiąt dni po Wielkanocy. Niewielu jednak pamięta, że pod chrześcijańskim nazewnictwem kryje się znacznie starsza warstwa wierzeń, rytuałów i obrzędów, wywodzących się z czasów przedchrześcijańskich Słowian. Dawniej nie mówiono o Zielonych Świątkach; mówiono: Stado.
To właśnie Święto Stado – dziś niemal zapomniane – było jednym z najważniejszych momentów wiosennego cyklu obrzędowego dawnych mieszkańców ziem polskich. Łączyło kult płodności ziemi, magię urodzaju, pamięć o przodkach oraz wspólnotowe świętowanie, które jednoczyło całe wsie. Był to czas tańca, śpiewu i rytuałów mających zapewnić pomyślność zwierzętom oraz plonom.
Najstarsze wzmianki o tym święcie pochodzą z początku XV wieku. W swojej postylli Łukasz z Wielkiego Koźmina opisywał grupy ludzi zbierających się podczas Zielonych Świątek w „stada”, organizujących obrzędowe igrzyska z udziałem młodych mężczyzn uzbrojonych w miecze i kije. Dla duchownych wychowanych w chrześcijańskiej kulturze były to praktyki niezrozumiałe i nieakceptowalne. Kaznodzieje widzieli w nich pozostałości „pogańskich zabobonów”, nie dostrzegając, że dla ludu była to kontynuacja wielowiekowej tradycji.
Także kronikarz Jan Długosz wspominał o ludowych igrzyskach urządzanych ku czci dawnych bóstw właśnie w okresie Zielonych Świątek. Święto miało charakter radosny i wspólnotowy. Gromadziło mieszkańców całych okolic, którzy świętowali nadejście pełni wiosny – moment, gdy pola były już soczyście zielone, a rośliny zaczynały dojrzewać pod coraz silniejszym słońcem.
Dawne obchody miały charakter agrarny. W całej Europie stawiano tzw. słupy majowe (w Polsce zwane mojkami). Wokół nich śpiewano, ucztowano i tańczono w kręgu, co symbolizowało wieczny cykl natury. Gdy kończył się okres wiosenny, słupy przewracano lub ścinano, a wieńce zdobiące ich szczyty rozrywano. Wierzono, że ich części chronią przed nieszczęściem i zapewniają urodzaj.
Wyjątkowe znaczenie miał ogień. Wielkie ogniska rozpalane na polach i wzgórzach symbolizowały słońce, oczyszczenie i ochronę przed złem. Gospodarze obchodzili z płonącymi pochodniami granice pól, pastwiska i zagrody, odprawiając rytuały mające zabezpieczyć plony przed gradem, suszą i niszczycielskimi siłami natury. Obrzędy te znane były pod nazwami „łopolania”, „okadzania” czy „palenia sobótek”. W ludowej wyobraźni ogień miał także wymiar metafizyczny – ogrzewał dusze przodków powracających na ziemię w świątecznym czasie.
Pamięć o zmarłych stanowi jeden z najbardziej fascynujących elementów tradycyjnych Zielonych Świątek. W słowiańskiej tradycji wierzono, że w tym okresie granica między światem żywych a umarłych staje się wyjątkowo cienka. Z tym czasem nierozerwalnie wiąże się postać rusałki – postać znana dziś głównie z romantycznych wyobrażeń o zielonowłosych nimfach wodnych.
Tymczasem najstarsze wierzenia ludowe przedstawiały rusałki zupełnie inaczej. Na Polesiu uważano je za duchy przodków wracające na ziemię właśnie w okresie Zielonych Świątek. Rusałką mógł być każdy – kobieta, mężczyzna, dziecko czy starzec. Nie były one demonami, lecz przede wszystkim duszami przodków powracającymi do swojej rodziny.
Przez dwanaście dni przebywały wśród ludzi: spacerowały po polach, huśtały się na brzozowych gałęziach, odwiedzały domy i uczestniczyły w życiu wspólnoty. Ludzie zostawiali im jedzenie, świeży chleb oraz płótno na ubrania, wierząc, że duchy żywią się zapachem tych darów.
Obecność rusałek budziła respekt. Rozróżniano rusałki „swoje” – przodków rodowych – oraz „cudze”, które mogły prowadzić do nieszczęścia. Aby chronić przed nimi domy, dekorowano je zielenią: tatarakiem, miętą i bylicą. Zwyczaj majenia chat przetrwał do dziś jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów Zielonych Świątek. Kulminacją obrzędów było odprowadzanie rusałek. Wieczorem kobiety i dziewczęta, z brzozowymi wiankami na głowach, ruszały przez wieś, śpiewając specjalne pieśni. Pochód kończył się w lesie, nad rzeką lub na cmentarzu, gdzie symbolicznie żegnano duchy powracające do swojego świata.
Wraz z nadejściem chrześcijaństwa Kościół nie starał się całkowicie wykorzenić tradycyjnych zwyczajów, lecz włączył je w nowy porządek religijny. Zielone Świątki stały się chrześcijańskim świętem Zesłania Ducha Świętego, ale ludowa obrzędowość przez stulecia zachowała swój dawny charakter związany z ziemią, rolnictwem i magią urodzaju. Nie było to zjawisko wyjątkowe – samo chrześcijańskie święto wywodzi się przecież z żydowskiego Szawuot, święta tygodni i zbiorów. W świecie rolniczym religia i rytm natury były nierozerwalne.
Przez kolejne wieki dawne wierzenia były wypierane lub sprowadzane do folkloru. Zniknęło ich pierwotne znaczenie, ale pamięć o nich przetrwała w pracach etnografów i działaniach środowisk zajmujących się tradycją słowiańską (takich jak Rodzimy Kościół Polski). Działania te kultywują pamięć o tym, jak istotny był wpływ przodków na życie codzienne i świąteczne dawnych społeczności.
Współczesna Polska coraz częściej wraca do swoich korzeni. W świecie zunifikowanej kultury dawne obrzędy stają się nie tylko ciekawostką historyczną, ale także próbą odzyskania pamięci o tym, kim byli mieszkańcy tych ziem przed wiekami. Zielone Świątki okazują się czymś więcej niż tylko świętem liturgicznym. Są śladem dawnego świata, w którym człowiek żył w rytmie przyrody, czcił przodków i wyrażał szacunek dla natury poprzez rytuał oraz symbol.
Marzena Wendzel-Łabęcka