Magia muzyki filmowej w Żywcu

Opublikowano w 21 czerwca 2026 01:41

 

Piątkowy wieczór był pierwszym, prawdziwie gorącym tego lata. I choć meteorolodzy zapowiadali upał, to nie on okazał się największym żarem, jaki tego dnia rozlał się po żywieckich błoniach. Za sprawą Polskiej Orkiestry Muzyki Filmowej pod batutą Maestro Przemysława Piotra oraz chóru Resonans Con Tutti, błonia pod amfiteatrem w Żywcu przeżyły prawdziwy karnawał dźwięków, który na długo zapisze się w historii miasta.

 

Koncert, który miał być kameralnym wydarzeniem pod zadaszoną sceną amfiteatru, już na kilka tygodni przed datą przeszedł do legendy. Zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Bilety i wejściówki zniknęły w mgnieniu oka, wywołując wśród części mieszkańców nutę niepokoju i rozczarowania. Organizatorzy, widząc ogromny apetyt publiczności, podjęli decyzję o strategicznym transferze wydarzenia. Scena opuściła mury amfiteatru i wyruszyła na podbój okolicznych błoni. Wyremontowana, zewnętrzna scena, która do tej pory służyła jako tło dla mniejszych imprez, tej nocy przeistoczyła się w prawdziwą koncertową estradę. Stanęła na niej prawdziwa armia muzyków, gotowa zagrać dla słuchaczy, którzy zapełnili każdy skrawek trawnika wokół amfiteatru.

 

Tuż po godzinie 19:00 na scenie rozległy się pierwsze takty. Maestro Przemysław Piotr, stojący za pulpitem dyrygenckim z niezwykłą charyzmą, poprowadził orkiestrę. Jako pierwsze na ustach widzów pojawiły się uśmiechy zachwytu, gdy słynny motyw z "Gwiezdnych Wojen" wypełnił letnie powietrze. Potężne uderzenia kotłów i heroiczne fanfary brzmiały niczym zapowiedź wielkiej przygody, która właśnie się rozpoczyna. Nie mogło zabraknąć również drapieżnych, groźnych, a zarazem majestatycznych akordów z "Parku Jurajskiego", które przywołały dreszczyk emocji, czy też delikatnej, pełnej nostalgii melodii z "E.T.", która wzruszyła nawet najbardziej zatwardziałych fanów mocnych brzmień.Wielkim hitem tej filmowej części okazały się być pełne werwy i swobody dźwięki z "Piratów z Karaibów". A to był dopiero początek. 

 

Koncert bardzo szybko udowodnił, że jego formuła jest znacznie szersza niż ramy kina. Polska Orkiestra Muzyki Filmowej, wspierana przez znakomity chór Resonans Con Tutti, wkroczyła na terytorium wielkich przebojów muzyki popularnej. Nagle z estrady popłynęły rytmy R&B, przeplatane tanecznymi, popowymi bitami, by za chwilę uderzyć z mocą rockowych utworów. 

 

Kluczową rolę w tym muzycznym tyglu odegrali znakomici soliści. Sandra Rusin zachwyciła siłą i skalą swojego głosu. Edyta Krzemień i Paulina Gołębiowska przyciągnęły publikę jak magnes. Męskie głosy – Dmytro Khvostenko, Wojtek Stefanowski, Juan Carlos Cano, Albert Memeti oraz Michał Gasz – stanowili potężny fundament, nadając utworom męskości i głębi. Każdy z nich wniósł do występów cząstkę swojej artystycznej duszy, a ich umiejętności wokalne były nagradzane gromkimi brawami po każdym wykonaniu.

 

Wszystko to sprawiło, że każdy – niezależnie od wieku i gustu – mógł znaleźć coś dla siebie. Seniorzy nucili melodie swoich młodości, rodzice z sentymentem wspominali czasy studiów, a młodzież szalała przy energetycznych aranżacjach. Najprawdziwszy jednak szturm na serca publiczności nastąpił, gdy na scenie zabrzmiały polskie utwory. Te, najbardziej znane i wyśpiewane przez pokolenia, wybrzmiały w orkiestrowych aranżacjach z niespotykaną mocą. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Błonia przestały być jedynie miejscem koncertu, a stały się wielką, rodzinną sceną. Publiczność, która do tej pory z zainteresowaniem słuchała, zerwała się z krzeseł i spontanicznie śpiewała. W tym samym czasie parking przy amfiteatrze zaczął tętnić życiem. Pary, rodziny, grupy przyjaciół – wszyscy oddali się radości tańca pod gołym niebem.

 

Koncert nie byłby jednak pełny bez wizualnej oprawy. Towarzyszący muzykom tancerze dodali występom lekkości i teatralnego wymiaru, tworząc z muzyką spójną, multisensoryczną opowieść. Ich płynne ruchy i kostiumy idealnie współgrały z nastrojem prezentowanych utworów.

 

Atmosfera tego wieczoru osiągnęła punkt kulminacyjny w momencie, gdy orkiestra zagrała ostatni zaplanowany utwór. Publiczność jednak nie miała zamiaru opuszczać błoni. Bisy trwały blisko pół godziny. Maestro Przemysław Piotr, uśmiechnięty i wyraźnie poruszony reakcją słuchaczy, dyrygował z jeszcze większym zaangażowaniem, a muzycy rozdawali ostatki swoich sił, by przedłużyć tę magiczną chwilę. Widać było, że pragną, by ten wieczór trwał i trwał. I choć w końcu ostatni dźwięk ucichł, a światła sceny zgasły, w powietrzu nadal unosiła się pozytywna energia

 

 

Koncert był nie tylko artystycznym świętem, ale także wyjątkową formą uczczenia dwóch doniosłych jubileuszy – Dni Żywca oraz 170-lecia istnienia Browaru Żywiec. To właśnie dzięki sponsorowi, który wpisany jest w krajobraz miasta, mogliśmy być świadkami tego niezapomnianego widowiska.

 

Można z całą pewnością powiedzieć, że początkowe, nieprzyjemne uczucie niedosytu związane z brakiem wejściówek na pierwotną, mniejszą lokalizację, prysnęło niczym bańka mydlana. Przeniesienie koncertu na błonia okazało się strzałem w dziesiątkę. Zamiast ograniczeń, otrzymaliśmy przestrzeń, wolność i magię, która objęła wszystkich. Dzięki temu decyzyjnemu ruchowi, nie wykluczono nikogo, a stworzono warunki do wspólnego, radosnego przeżywania muzyki.

 

Piątkowy wieczór w Żywcu przeszedł do historii jako dowód na to, że prawdziwa muzyka nie zna granic, a wspólne śpiewanie i tańczenie jest najpiękniejszym językiem, jaki łączy pokolenia. Pozytywna energia, którą naładowali się wszyscy uczestnicy tej wielkiej muzycznej uczty,. Magia tego wieczoru ujęła wszystkich, a Żywiec pokazał, że ma serce pełne muzyki.

Marzena Wendzel - Łabęcka