Zapomniane ale wciąż żywe dziedzictwo Wołochów

Opublikowano w 24 sierpnia 2026 23:07

Młodzi dziś nie pamiętają już, że nazwy gór i przełęczy, którymi się posługują, są świadectwem dawnej, romańskiej obecności na tych ziemiach. Magura, Kiczora, Grapa czy Przysłop - to nie tylko malownicze określenia, lecz żywe relikty wielkiej wędrówki ludów wołoskich, która między XIV a XVI stuleciem przetoczyła się przez łuk Karpat, odmieniając oblicze polskiej ich części. Historia ta, choć powszechnie znana w swoim zarysie, skrywa w sobie szereg fascynujących szczegółów, które rzucają nowe światło na proces formowania się kultury góralskiej, społecznych struktur własności oraz języka.

 

Wędrówka przez kontynent

 

Okres XIV–XVI wieku stanowił czas wielkich przemieszczeń na Bałkanach i w rejonie Karpat. Wołosi, ludność pochodzenia romańskiego, zamieszkująca pierwotnie tereny dzisiejszej Rumunii oraz Półwyspu Bałkańskiego, wyruszyła na północ i zachód, prowadząc przed sobą stada owiec. Byli to hodowcy transhumancyjni - ich życie podporządkowane było rytmowi pór roku i poszukiwaniu świeżych pastwisk. Szlak ich wędrówki wiódł wzdłuż naturalnego łuku górskiego, przez tereny dzisiejszej Mołdawii, Pokucia, a następnie w głąb polskich Karpat. Tam, gdzie dotychczasowa ludność rolnicza nie znajdowała warunków do uprawy roli - na stromych zboczach, wysoko położnych halach i trudno dostępnych przełęczach Wołosi dostrzegali potencjał.

 

To właśnie oni, jako pierwsi, nadali nazwy wielu górskim formacjom, ponieważ język polski osadników z nizin nie dysponował odpowiednią terminologią na określenie wysokogórskich form terenu. Do dziś, podróżując po Żywiecczyźnie, natknąć się można na słowa, które przetrwały pięć stuleci, zmieniając się nieznacznie w wymowie, lecz zachowując swoje pierwotne znaczenie.

 

Topografia utrwalona w języku

 

Weźmy choćby Magurę - z wołoskiego măgura, oznaczającą wysoką, odosobnioną górę o kopulastym, łagodnym wierzchołku. W polskich Karpatach występuje ich kilkanaście, a każda stanowi charakterystyczny punkt orientacyjny w krajobrazie. Kiczora (lub Kiczera), wywodząca się od rumuńskiego chiciura, to z kolei stroma góra całkowicie porośnięta lasem lub gęstymi krzakami - często trudno dostępna, o dzikim, pierwotnym charakterze. Z kolei Grapa, której korzenie sięgają iliryjsko-bałkańskiego pnia, oznacza zbocze tak strome i urwiste, że niemal pionowe. W wielu wsiach Żywiecczyzny nazwa „Grapa” funkcjonuje do dziś jako określenie konkretnych przysiółków, położonych na wymagających nie lada kondycji wzniesieniach.

 

Nie mniej wymowne są : 

- groń (z rumuńskiego grunium, oznaczającego pysk) – wzniesienie o wydłużonym, obłym kształcie, przypominające cypel

- przysłop, określenie szerokiej, łagodnej przełęczy stanowiącej naturalne przejście między dolinami

- perć – dziś w powszechnym użyciu wśród taterników i turystów, oznaczające wąską, nieznakowaną ścieżkę w górach. Jego rumuński odpowiednik, pârtie, do dziś oznacza wąską drogę wydeptaną w śniegu. 

- skały, wywierzyska i kamieniste podłoża zyskały nazwy Giera czy Giełbaza, które również mają wołoską proweniencję.

 

Wybór miejsca pod osadnictwo nie był przypadkowy. Wołosi, jako koczowniczy pasterze, doskonale rozumieli potrzeby swoich stad i potrafili czytać górski krajobraz jak otwartą księgę. Nazwy, które nadawali, niosły ze sobą praktyczną wiedzę o dostępności wody, rodzaju gleby czy stopniu nachylenia stoku. Był to system klasyfikacji terenu, który miejscowa ludność rolnicza, przyzwyczajona do równinnych krajobrazów, musiała dopiero poznać.

 

 

Słownik pasterski, który przetrwał

 

Topografia to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Wołosi przynieśli ze sobą cały wyspecjalizowany słownik związany z hodowlą owiec i przetwórstwem mleka. Słowa takie jak bryndza, żętyca, bunc czy rękawek nie są rodzime dla polszczyzny, lecz wywodzą się z bałkańskiej tradycji mleczarskiej. Każde z nich opisuje konkretny produkt lub etap produkcji serowarskiej, który bez wołoskiego wzorca nie zyskałby nazwy w języku polskim.

Równie fascynująco przedstawia się słownictwo związane z codziennym życiem na hali: 

 

- watra - ognisko, palenisko w kolibie

- koliba – szałas pasterski

- koszar – zagroda dla owiec

- strąga – przejście w koszarze, w którym doi się owce. 

 

Nawet określenia dotyczące wyglądu owiec – murcaty (z czarnymi plamami na pysku) czy siuty (bez rogów) – mają wołoski rodowód. 

Gospodarz to gazda, borówki to jafery, a igliwie leśne to czetyna. Wszystkie te słowa funkcjonowały przez stulecia w mowie potocznej, a niektóre przetrwały do dziś, choć często zapominamy o ich obcym pochodzeniu.

Do tego dochodzą nazwy sprzętów gospodarskich: 

- gieleta – drewniane wiadro do dojenia owiec

- puciera – duże drewniane naczynie na mleko

 

Był to zestaw pojęć niezbędnych do prowadzenia gospodarki pasterskiej, której nizinne społeczności wcześniej nie znały. Dzięki Wołochom regiony górskie, dotąd słabo zaludnione, stały się obszarem intensywnej działalności gospodarczej.

 

Rewolucja społeczna: Prawo wołoskie

 

Jednak wpływ wołoski nie ograniczył się do sfery językowej. Towarzyszyło mu bowiem tzw. prawo wołoskie (ius valachicum) - system regulacji społeczno-prawnych, który zrewolucjonizował strukturę osadniczą w górach. Mieszkańcy wsi lokowanych na tym prawie nie odrabiali tradycyjnej pańszczyzny w polu, co w górach było nieefektywne, lecz płacili czynsz w naturze - głównie w owcach, serze, skórach i wełnie. W praktyce oznaczało to, że byli ludźmi wolnymi, związanymi z panem feudalnym jedynie zobowiązaniem daninowym, a nie osobistą podległością.

 

Nowo lokowane wsie otrzymywały las do wykarczowania, a osadników zwalniano z opłat na okres 20 lub nawet więcej lat - była to tak zwana wolnizna, mająca zachęcić do osiedlania się na trudnych, górzystych terenach. Formą zabudowy takiej wsi była w początkach XVI wieku tzw. łańcuchówka – zagrody ustawione wzdłuż jednej drogi, dostosowane do warunków terenowych.

 

Osady zakładano na terenach, gdzie wcześniejsze lokacje na prawie magdeburskim zawodziły z powodu ukształtowania terenu. Wołosi byli więc nie tylko pionierami kulturowymi, ale także demograficznymi - wyludnione dotąd wyższe partie Beskidów zamienili w tętniące życiem hale. Ponadto przysługiwało im prawo noszenia broni, niezbędne do ochrony stad przed wilkami i niedźwiedziami. Z czasem przywilej ten dał początek etosowi góralskiej niezależności, a także zjawisku zbójnictwa - które, choć przez wieki tępione, stało się częścią lokalnego folkloru.

 

Dziedzictwo trwające do dziś

 

Gdyby nie ten romańsko-bałkański zastrzyk, Żywiecczyzna wyglądałaby dziś zupełnie inaczej. To właśnie Wołosi przygotowali grunt pod późniejszą kolonizację na prawie niemieckim, a ich ślady w języku, krajobrazie i tradycji są widoczne do dzisiaj. Każdy, kto wspina się na Magurę czy przechodzi przez Przysłop, przemierza szlak wytyczony przed wiekami przez pasterzy znad Dunaju. Zapomniane wpływy wołoskie okazują się trwalsze, niż mogłoby się wydawać - są zapisane w nazwach gór, potrawach, obrzędach i w pamięci pokoleń. A ich odkrywanie to fascynująca podróż w głąb historii regionu, której nie powinniśmy zaniechać.

 

Marzena Wendzel - Łabęcka 

 

Fot . Adrian Mokrys