Niechęć do narodu żydowskiego jest jednym z najbardziej bolesnych rozdziałów europejskiej historii. Polska nie była od niego wolna. Przez stulecia obok siebie żyli tu Polacy i Żydzi - handlowali, prowadzili warsztaty, zakładali rodziny, tworzyli szkoły i instytucje religijne, ale również konkurowali ze sobą, spierali się i doświadczali wzajemnej nieufności. W tej historii nie ma jednej, wygodnej odpowiedzi. Byli Polacy, którzy Żydów odrzucali, byli tacy, którzy pozostawali wobec nich obojętni, ale byli też ludzie gotowi ryzykować własnym życiem, by ich ratować.
Pytanie, czy Polacy są narodem antysemickim, jest więc zbyt proste. Trafniejsze byłoby inne: jak silna była niechęć do Żydów w różnych okresach polskiej historii i dlaczego znajdowała w Polsce zarówno zwolenników, jak i zdecydowanych przeciwników?
Dziś pytanie to powraca ze szczególną siłą. W sierpniu bieżącego roku prokurator przedstawił Grzegorzowi Braunowi zarzut publicznego i wbrew faktom zaprzeczania zbrodniom nazistowskim popełnionym w Auschwitz-Birkenau i na Majdanku. Postępowanie dotyczy wypowiedzi, w których kwestionowano między innymi istnienie i funkcję komór gazowych. Nie jest to jednak dowód na to, że współczesna Polska jest państwem antysemickim. Jest natomiast przypomnieniem, że spór o pamięć, Żydów i miejsce tej historii w polskiej tożsamości wciąż nie został całkowicie zamknięty.
Historia Żydów w Żywcu pokazuje, że niechęć do żydowskiego osadnictwa nie była wyłącznie abstrakcyjnym zjawiskiem. Miała swoje konkretne, lokalne formy.
W XVII wieku Żydzi pojawiali się w Żywcu między innymi jako uchodźcy uciekający przed prześladowaniami z terenów Śląska. Jednocześnie miejscowi starali się ograniczyć ich osadnictwo. W 1624 roku Żywiec otrzymał przywilej de non tolerandis judaeis, zakazujący Żydom osiedlania się w granicach miasta. W kolejnych dziesięcioleciach ograniczenie to było podtrzymywane przez władze austriackie. W efekcie społeczność żydowska rozwijała się przede wszystkim w miejscowościach znajdujących się poza ścisłym obszarem miasta, zwłaszcza w Zabłociu.
Trudno nie zauważyć, że za tymi ograniczeniami stały zarówno uprzedzenia religijne, jak i interes ekonomiczny. Żydzi byli aktywni w handlu, rzemiośle, prowadzeniu karczm i usługach. Dla części chrześcijańskich mieszczan stanowili konkurencję. W średniowiecznej i nowożytnej Europie podobne mechanizmy występowały zresztą w wielu krajach. Nie oznacza to jednak, że ekonomiczna rywalizacja może być uznana za usprawiedliwienie dyskryminacji. Pozwala natomiast zrozumieć, dlaczego antyżydowskie uprzedzenia tak często łączyły się z lękiem przed konkurencją.
Z czasem Zabłocie zaczęło rozwijać się jako ważny ośrodek handlu i przemysłu. Paradoks historii polega na tym, że społeczność, której przez lata nie pozwalano osiedlać się w centrum Żywca, przyczyniła się później do gospodarczego rozwoju jego najbliższego otoczenia.
Szczególnie charakterystyczna jest opowieść związana z budową kolei. Według lokalnej historii część żywieckich mieszczan miała obawiać się, że przyjazd Żydów do miasta doprowadzi do złamania dawnych ograniczeń osadniczych. Stąd miał ponoć narodzić się pomysł lokalizacji dworca w Zabłociu.
W XIX wieku liczba Żydów mieszkających w Zabłociu rosła. Powstawały sklepy, zakłady rzemieślnicze, restauracje i inne przedsiębiorstwa. W 1874 roku utworzono tam szkołę powszechną, do której uczęszczały nie tylko dzieci żydowskie, ale również chrześcijańskie. W 1864 roku powstała samodzielna gmina żydowska .
Podobny proces można obserwować w Milówce. W 1890 roku mieszkało tam 116 Żydów na 2059 mieszkańców, a 15 czerwca 1894 roku powstała samodzielna Gmina Wyznaniowa. Społeczność posiadała synagogę, cmentarz i rytualną ubojnię. W dwudziestoleciu międzywojennym Żydzi stanowili około 8 procent mieszkańców Milówki, a ich aktywność była silnie związana z lokalnym handlem i rzemiosłem.Żydowska obecność nie była więc dodatkiem do historii Żywiecczyzny. Była jej częścią.
W 1921 roku w Zabłociu mieszkało 624 Żydów. Wśród lokalnych przedsiębiorców znajdowali się właściciele sklepów, restauracji, hoteli i zakładów przemysłowych. Ignacy Serog rozwinął i unowocześnił fabrykę papieru „Solali”. Funkcjonowały również żydowskie szkoły, organizacje społeczne i sportowe. Życie tej społeczności miało charakter nie tylko religijny, lecz także gospodarczy i kulturalny.
Po wkroczeniu Nazistów społeczność żydowska została poddana systematycznym prześladowaniom, deportacjom i eksterminacji. Wiosną 1941 roku Niemcy wysiedlili Żydów z Żywca do getta w Suchej Beskidzkiej. Następnie rozpoczęło się systematyczne niszczenie materialnych śladów ich obecności. W 1942 roku żywieccy Żydzi trafili do transportów kierowanych do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, gdzie większość z nich została zamordowana.
W Milówce Naziści spalili synagogę już jesienią 1939 roku, a miejscowych Żydów deportowano pod koniec 1940 roku. Wojna nie tylko wymordowała ludzi. Zniszczyła cały świat społeczny, który przez dziesięciolecia był częścią Żywiecczyzny.
Dlatego pytanie „czy Polacy są antysemitami?” nie może otrzymać odpowiedzi „tak” albo „nie”.
Polska historia zna antysemityzm, dyskryminację i przemoc. Zna również solidarność, wspólne życie i ludzi, którzy ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Zna Polaków, którzy byli antysemitami, ale zna także Polaków żydowskiego pochodzenia, którzy walczyli za Polskę i uważali ją za swoją ojczyznę. Berek Joselewicz, pułkownik i uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, dowodził żydowskim oddziałem kawalerii, a później walczył w armii Księstwa Warszawskiego. Poległ pod Kockiem w 1809 roku. Józef Berkowicz, również służył w polskich formacjach wojskowych i uczestniczył w walkach o niepodległość. Henryk Wohl, działacz niepodległościowy pochodzenia żydowskiego, był związany z Rządem Narodowym podczas powstania styczniowego.
Ich biografie przypominają o czymś fundamentalnym: polskość nigdy nie była wyłącznie kwestią pochodzenia etnicznego. Dla wielu ludzi była i wciąż jest wyborem, więzią kulturową i zobowiązaniem wobec wspólnego kraju.
Współczesne konflikty na Bliskim Wschodzie sprawiają, że słowa „Żyd”, „Izrael” i „syjonizm” ponownie bywają używane tak, jakby oznaczały to samo. Nie oznaczają.
Potępienie działań rządu Izraela, polityki Benjamina Netanjahu czy sposobu prowadzenia wojny w Strefie Gazy jest jak najbardziej moralne. Krytyka państwa i jego władz jest elementem debaty politycznej. Nie może jednak prowadzić do odpowiedzialności zbiorowej wobec ludzi ze względu na ich pochodzenie lub religię.
Podobnie krytyka niechęci wobec Żydów nie powinna oznaczać przypisywania winy całemu narodowi polskiemu za czyny jego części. Nie można przedstawiać całej polskiej historii jako nieprzerwanego pasma antysemityzmu. Polska była krajem, w którym przez stulecia żyła jedna z największych społeczności żydowskich w Europie. Jej obecność pozostawiła ślady w kulturze, gospodarce, języku i krajobrazie wielu polskich miast i miasteczek.
Historia Żywiecczyzny jest pod tym względem lekcją szczególnie wymowną. Przez stulecia obok siebie żyli tu ludzie różnych wyznań. Była nieufność, była konkurencja, były uprzedzenia, ale była też współpraca i wspólne życie. A potem przyszła wojna i śmieć - która zrównała wszystkich...
Dzisiaj pozostały cmentarze, nieliczne budynki, dokumenty, fotografie i wspomnienia.
Pozostało też pytanie, które powinno być ważniejsze od prostego oskarżenia: czego ta historia ma nas nauczyć?
Być może przede wszystkim tego, że uprzedzenia rzadko zaczynają się od przemocy. Najpierw pojawia się przekonanie, że „oni” są inni. Potem, że zabierają „nam” pracę, handel albo miejsce. Następnie pojawia się przekonanie, że nie powinni mieszkać obok nas.
Dlatego pamięć o żydowskich mieszkańcach Żywiecczyzny nie jest wyłącznie pamięcią o Żydach. Jest również częścią historii Polaków, którzy żyli obok nich, współpracowali z nimi, konkurowali, pomagali im albo ich odrzucali.
I właśnie dlatego o niechęci trzeba mówić bez strachu, ale również bez uproszczeń. Nie po to, aby oskarżać współczesnych za grzechy przodków. Nie po to, aby wybielać własną historię. Lecz po to, aby pamiętać, że naród, który zna własne błędy, ma większą szansę ich nie powtarzać.