Mobilizacja w 1939 roku, choć ogłoszona dopiero 31 sierpnia, błyskawicznie opróżniła chaty i zagrody z mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Tysiące gospodarstw, rozsianych w kraju pozostało nagle bez gospodarzy. Kobiety, dzieci i starcy stanęli naprzeciwko nadciągającej z zachodu machiny zniszczenia. To o nich, choć rzadko pojawiają się na kartach podręczników historii, jest ten felieton. O tych, które zostały same - z gospodarstwem, dziećmi i nieznanym lękiem, który miał wkrótce przerodzić się w koszmar trwający blisko sześć lat.
Pierwsze dni - dramat w piwnicy pod Częstochową
Od pierwszych godzin niemieckiej inwazji terror uderzał w bezbronnych cywilów z brutalnością, która do dziś budzi grozę. W Kruszynie na ziemi częstochowskiej, 4 września, żołnierze wrzucali granaty do piwnic, w których chowały się rodziny. W jednej z nich zginęła Eleonora Kępa i jej troje dzieci. W Kalinie koło Lublina Niemcy rozstrzelali kilkanaście kobiet, które schroniły się w kościele. W Wieluniu pod gruzami domów zginęły całe rodziny - matki z dziećmi na rękach. Takich miejsc były w Polsce tysiące.
Wiadomości o niemieckich bestialstwach wobec ludności cywilnej szybko obiegły świat. Już 3 września brytyjskie gazety donosiły, że Niemcy masowo biorą kobiety i dzieci jako zakładników na wschodniopruskim froncie. Reporterzy pisali o wsiach, z których nie pozostał nikt żywy. Ale świat patrzył wówczas na politykę, na deklaracje wojenne, na manewry dyplomatyczne. Los zapomnianej kobiety z polskiej wsi nie trafił na pierwsze strony gazet. A przecież to właśnie one, te bezimienne bohaterki, poniosły największy ciężar wrześniowego dramatu.
W ślad za armią Trzeciej Rzeszy szły Einsatzgruppen. 1 września 1939 r. Reinhard Heydrich ponownie sformował Einsatzgruppen , aby podążały śladem armii i mordowało ludzi najbardziej utożsamianych z polską tożsamością narodową: inteligencję, duchowieństwo , nauczycieli, byłych powstańców wielkopolskich oraz powstańcy śląskich, szlachtę, harcerzy oraz każdego kto wykazywał postawy patriotyczne. Do końca 1939 r. zamordowano około 65 000 cywilów. Oprócz przywódców polskiego społeczeństwa mordowano Żydów, prostytutki, Romów i chorych psychicznie. Początkowo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Polsce mordowano przez rozstrzelanie, ale wiosną 1941 roku powszechnie stosowano wozy gazowe .
Nazistów nie interesowała płeć ani wiek. Mordowali kobiety i mężczyzn, starców i dzieci.
Gdy ostatnie oddziały polskie złożyły broń, a front przetoczył się na wschód, polska wieś znalazła się w nowej rzeczywistości - rzeczywistości okupacyjnego terroru. Dla kobiet, które zostały same, oznaczało to coś więcej niż tylko brak mężczyzn w domu. Oznaczało to staniecie w obliczu systemu, który traktował je jako istoty niższej kategorii, jako przeszkodę w realizacji wielkoniemieckich planów na wschodzie.
Dla tej części Polek, która znalazła się na terenach wcielonych do Rzeszy wojna przybrała natychmiast wymiar eksterminacyjny. Rozpoczęły się masowe wysiedlenia. Całe wsie opróżniano w ciągu kilku godzin. Kobiety z dziećmi na rękach, z tobołkami najpotrzebniejszych rzeczy, pędzono na stacje kolejowe i pakowano do bydlęcych wagonów. Ich domy, ziemia, cały dobytek - wszystko przejmowali niemieccy osadnicy sprowadzani z Rzeszy. W Generalnym Gubernatorstwie terror był bardziej wyrafinowany - systematyczny, planowy, nie mniej zabójczy.
Kobiety wiejskie stały się jednym z głównych celów niemieckiej polityki gospodarczej. Arbeitsamt, niemiecki urząd pracy, kierował Polaków do pracy niewolniczej w Rzeszy. Dziesiątki tysięcy kobiet wywieziono do Niemiec, gdzie pracowały w fabrykach, na polach i w gospodarstwach rolnych. Te, które zostały w kraju, musiały dostarczać kontyngenty żywnościowe dla okupanta. Każda kura, każde jajko, każdy litr mleka był ewidencjonowany. A jeśli wieś nie wywiązała się z narzuconej normy - kary spadały na całą społeczność.
Wojna na polskiej wsi to przede wszystkim głód. Kobiety, które pozostały w domach, musiały wykarmić dzieci, starców, a często także ukrywających się żołnierzy podziemia. W wielu domach jedzenie było racjonowane do tego stopnia, że matki oddawały ostatni kęs dzieciom, same żyjąc o chlebie i wodzie. Brak rąk do pracy w polu przekładał się na mniejsze plony. Konfiskaty płodów rolnych przez Niemców potęgowały niedostatek.
Pamiętniki z tamtych lat, pisane często w ukryciu i na okruchach papieru, opisują codzienność, która dla nas, żyjących w dobrobycie, wydaje się niepojęta. Kobiety wstawały przed świtem, by zdążyć z pracą w polu, zanim nadejdą Niemcy z rewizją. Wracały do chat, by przygotować skromny posiłek dla dzieci. Gdy nadchodził wieczór, zamiast odpoczynku czekał ich strach - przed pijanymi żołnierzami, przed nocnymi rewizjami, przed wywózką, przed śmiercią.
Nie brakowało także aktów szczególnego okrucieństwa. Niemcy, wdrażając politykę ucisku, stosowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Jeśli w danej wsi znajdowano broń lub podejrzewano ją o pomoc partyzantom, rozstrzeliwano zakładników. Wybierano często matki z dziećmi. W ten sposób budowano terror, który miał sparaliżować wolę oporu. A jednak, mimo wszystko, polska wieś nie ugięła się. To kobiety stanowiły kręgosłup ruchu oporu na prowincji.
Gdy w 1945 roku front przesunął się na zachód, a wojna wreszcie się skończyła, do polskich wsi zaczęli wracać wyniszczeni mężczyźni. Ale nie byli to ci sami ludzie, którzy odjeżdżali sześć lat wcześniej. Wracali złamani, chorzy, wycieńczeni, często niezdolni do pracy. Tysiące nigdy nie wróciło - polegli na polach bitew, zginęli w obozach, rozstrzelani, zamordowani, zaginieni bez wieści. Dla kobiet, które przez niemal sześć lat samotnie ciągnęły gospodarstwa i wychowywały dzieci, powrót męża z wojny był często początkiem nowego dramatu.
Powracający mężczyźni często nie potrafili odnaleźć się w rzeczywistości powojennej. Kobiety natomiast, które przez lata musiały podejmować decyzje samodzielnie, nie chciały wracać do roli podporządkowanych gospodyń. Dochodziło do konfliktów i tragedii rodzinnych. Polska wieś, która przetrwała okupację, musiała teraz zmierzyć się z ranami, które wojna pozostawiła w duszach jej mieszkańców.
Najbardziej poruszający jest los tych kobiet, których mężowie nigdy nie wrócili. Przez lata czekały, wypatrując listonosza, nasłuchując kroków na podwórku. Wiele z nich do końca życia nie dowiedziało się, co stało się z ich bliskimi. Ich historie to milczący rozdział II wojny światowej - nie mniej ważny od opowieści o bitwach i generałach, a jednak pomijany, zapominany, spychany na margines.
W polskiej pamięci historycznej wieś bywa często przedstawiana jako bastion patriotyzmu, miejsce, gdzie naród przetrwał najczarniejsze chwile. Ale rzadko mówi się, że tym narodem były wówczas kobiety. To one nosiły na ramionach ciężar codzienności, to one karmiły dzieci, to one modliły się o powrót mężów, to one wreszcie ginęły - nie w okopach, ale w swoich własnych domach.
Ich historia to opowieść o sile, o determinacji, o miłości do dzieci i ziemi. To opowieść o tym, że nawet w najgorszych czasach człowiek potrafi znaleźć w sobie siłę, by przetrwać. I choć ich imiona nie pojawiają się na kartach podręczników, choć nie mają swoich pomników na placach miast, to przecież one - te zapomniane bohaterki polskiej wsi - są jednym z filarów, na którym opiera się nasza pamięć o wojnie.
Wrzesień 1939 roku był dla nich końcem świata, jaki znały. Ale był też początkiem walki o przetrwanie, o godność, o przyszłość swoich dzieci. I choć nie nosiły mundurów, choć nie trzymały karabinów - były żołnierzami na froncie codzienności, na froncie życia. Bo gdyby nie one, poświęcenie mężczyzn na froncie poszłoby na marne. Gdyby nie te kobiety, dzieci i starce nie doczekaliby końca wojny i wolności. Ich spracowane ręce, bolące plecy, z shargana psychika były orężem cięższym niż najsilniejsze karabiny i armaty.
Czas, by oddać im hołd, na jaki zasługują. Bo to one, zapomniane bohaterki, są prawdziwą twarzą wojny. Twarzą, która nie pojawia się w podręcznikach, ale która na zawsze pozostaje w pamięci tych, którzy przeżyli.
Zapamiętajmy je. Te kobiety, które zostały same we wrześniu 1939 roku. One także zwyciężyły.
Marzena Wendzel - Łabęcka
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
.