Nowe wytyczne dotyczące żywienia dzieci w placówkach sprawiły, że polski internet zawrzał. Największe emocje wzbudził zapis nakazujący serwowanie w placówkach co najmniej jednego w pełni roślinnego obiadu w tygodniu, a w dni, gdy w jadłospisie przewidziano mięso lub rybę - zapewnienie alternatywnego dania roślinnego dla dzieci niespożywających produktów odzwierzęcych. Wydawać by się mogło, że chodzi o zmianę przełomową, rewolucyjną, wręcz zamach na polską tradycję kulinarną. Tymczasem wystarczy spojrzeć na rzeczywistość z dystansem, by dostrzec, że całe zamieszanie przypomina poszukiwanie igły w stogu siana tylko po to, by zrobić z niej widły.
Jestem mamą małej dziewczynki, która uczęszcza do przedszkola. Jak wiele matek, często rozmawiam z rodzicami innych dzieci z różnych placówek na grupach dyskusyjnych. Dotychczas żadna z tych rozmów nie dotyczyła skandalu związanego z żywieniem. Wręcz przeciwnie - zawsze gdy dziecko z powodów zdrowotnych, etycznych czy religijnych nie spożywało produktów odzwierzęcych, przedszkola bez żadnego problemu serwowały mu posiłek dostosowany do jego diety. Czy wprowadzenie odgórnego zalecenia, by raz w tygodniu wszystkie dzieci zjadły obiad bezmięsny, to rzeczywiście powód do narodowej debaty? Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że zdecydowanie większym problemem jest codzienne dostarczanie dzieciom wysoko przetworzonych produktów, o czym jednak rodzice z różnych powodów wolą nie dyskutować.
Powrót do korzeni, czyli co jedli nasi pradziadowie
Aby zrozumieć, jak bardzo nasze wyobrażenia o „tradycyjnym” obiedzie są współczesnym konstruktem, warto cofnąć się w czasie i przyjrzeć się diecie polskich rolników i chłopów, którzy stanowili trzon społeczeństwa jeszcze sto lat temu. To były całe rodziny - wielopokoleniowe, wielodzietne których codzienność nie miała nic wspólnego z dzisiejszym wyobrażeniem obiadu jako zestawu „mięso + ziemniaki + surówka”. Podstawą ich pożywienia były ziemniaki, zboża w najróżniejszej postaci, kiszonki, warzywa sezonowe, w tym bardzo dużo roślin strączkowych, oraz owoce. Do tego dochodził nabiał - i to nie tylko krowi, ale również owczy i kozi który stanowiły cenne źródło białka i tłuszczu. Kto z nas nie pamięta smaku młodych ziemniaków z dodatkiem świeżego kopru jedzonych z maślanką lub zsiadłym mlekiem? Ta prosta, wiejska kuchnia była nie tylko smaczna, ale i sycąca.
Bardzo często posiłek nie miał w sobie ani grama mięsa. Rolnik nie potrzebował go koniecznie, aby dostarczyć sobie energii niezbędnej do wielogodzinnej pracy w polu. Podczas żniw czy sianokosów, w okresach największego wysiłku, sięgano po produkty kaloryczne i łatwe do zabrania w pole – chleb ze słoniną i cebulą, ziemniaki, sery, kwaśne mleko, kasze, jajka oraz wspomniane już groch i fasolę. Dziś wiemy, że dieta bogata w węglowodany nie jest najzdrowsza, ale wtedy nie było wyboru. Co więcej, dzieci jadły dokładnie to samo co dorośli. Wychowywały się na zupach - żurku, zalewajce, kapuśniaku, grochówce, fasolowej czy krupniku. Sycące, gęste, rozgrzewające dania, które stanowiły podstawę jadłospisu. Mięso, jeśli już się pojawiało, bywało dodatkiem, a nie głównym bohaterem talerza.
Bilans korzyści i współczesnych wyzwań
Dzisiejsza wiedza dietetyczna podpowiada nam, że model żywienia oparty na dużej ilości węglowodanów, zwłaszcza pochodzących z ziemniaków i białego pieczywa, nie jest optymalny. Dlatego tym bardziej cieszy fakt, że nowe wytyczne kładą nacisk na różnorodność warzyw, w tym strączkowych, które są bogatym źródłem białka roślinnego, błonnika i mikroelementów. To kierunek, który warto chwalić, a nie piętnować. Owszem, należy wziąć pod uwagę, że dawniej dzieci które spożywały posiłki wysokowęglowodanowe, miały jednocześnie znacznie więcej ruchu niż współczesne maluchy. Pomagały w gospodarstwie, a ich zabawy toczyły się głównie na świeżym powietrzu - od wiosny do jesieni, co gwarantowało wysoki poziom witaminy D3, będącej dla nich naturalnym wsparciem odporności.
I tu dochodzimy do absurdu obecnej dyskusji. Ci sami ludzie, którzy z pianą na ustach sprzeciwiają się jednemu roślinnemu obiadowi w placówce, bez wahania kupują swoim dzieciom chipsy, słodkie batony, gazowane napoje i inne produkty o wątpliwej wartości odżywczej. Czy to ma sens? Jednocześnie na internetowych grupach rodzicielskich, gdzie od kilku dni trwa gorączkowa wymiana opinii, rodzice z różnych stron Polski publikują proponowane przez przedszkola i szkoły jadłospisy. Większość z nich ocenia je jako bardzo dobrze zbilansowane, urozmaicone, a przede wszystkim - pomysłowe.
Nowy model żywienia - szansa, nie zagrożenie
Nie musimy wracać do czasów, gdy mięso jadało się tylko w niedzielę lub po okresie uboju, kiedy to robiono zapasy na cały rok. Ale nauczenie dzieci, że potrawy złożone wyłącznie z warzyw mogą być nie tylko zdrowe, ale i pyszne, kolorowe oraz atrakcyjnie podane - to świetny krok w kierunku kształtowania dobrych nawyków żywieniowych, które procentować będą przez całe życie.
I co ciekawe - ludzie wykonujący przez wieki niezwykle ciężką pracę fizyczną, porównywalną z dzisiejszymi treningami wyczynowych sportowców, potrafili doskonale funkcjonować na diecie, w której mięso pojawiało się jedynie okazjonalnie. Nie narzekali, nie organizowali protestów, nie pisali oburzonych listów do gazet. Po prostu jedli to, co dała im ziemia i co wyhodowali własnymi rękami. Czy my, współcześni rodzice, mamy tak mało zaufania do doświadczeń naszych przodków, że obawiamy się, iż jeden bezmięsny obiad w tygodniu nadszarpnie zdrowie naszych pociech? A może warto spojrzeć na ten przepis jako na szansę na urozmaicenie diety?
W ferworze medialnej dyskusji gubimy to, co najważniejsze - dobro naszych dzieci. A ono nie polega na tym, by w talerzu zawsze lądował kotlet, ale na tym, by posiłek był wartościowy, różnorodny i dostosowany do potrzeb młodego organizmu. Jeśli nowe przepisy mają nam w tym pomóc, to zamiast szukać w nich kolejnego tematu do politycznej przepychanki, może lepiej przyjąć je z otwartością i przekonać się, że warzywa mogą smakować wyśmienicie i przypomnieć sobie, że kuchnia to ważny element naszej kultury.
Marzena Wendzel - Łabęcka
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe