Koła Gospodyń Wiejskich kojarzą się dziś z kolorowymi strojami, regionalnymi potrawami, festynami i paniami, które - mimo że większość z nich ma już wnuki - wciąż potrafią być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego dla lokalnej społeczności. To jednak tylko współczesny obraz znacznie starszej historii. Historii kobiet, które przez pokolenia organizowały życie swoich wsi, przekazywały wiedzę, pielęgnowały tradycję, pomagały potrzebującym, a kiedy przychodziły czasy próby - brały na siebie ciężar, którego często nie było komu z nimi dzielić.
W tym roku swoją działalność świętuje Koło Gospodyń Wiejskich w Radziechowach. Jego dzieje są opowieścią nie tylko o jednej organizacji, ale także o przemianach, jakie przez dziesięciolecia dokonały się w życiu wiejskich kobiet.
Początki radziechowskiej działalności sięgają roku 1926 kiedy nie mówiono jeszcze o Kole Gospodyń Wiejskich w takim znaczeniu, jakie znamy dzisiaj. Organizacja funkcjonowała jako Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet. Wśród osób, które tworzyły jego historię, znalazły się Paulina Pieronek, Kunegunda Habdas, Władysław Pieronek, Karolina Setla, Maria Pieronek i Helena Byradziak.
Od początku nie chodziło wyłącznie o spotkania kobiet. Była to konkretna praca na rzecz społeczności. Organizowano edukację mieszkanek oraz kursy dotyczące prowadzenia gospodarstwa, gotowania, rękodzieła czy ogrodnictwa. Wiedza miała wymiar praktyczny - mogła ułatwiać codzienne życie, poprawiać funkcjonowanie gospodarstw i pozwalała kobietom dzielić się tym, czego same nauczyły się przez lata.
Z działalnością Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet nierozerwalnie związana była również historia radziechowskiej ochronki dla dzieci. Z czasem przekształciła się ona w przedszkole, które funkcjonuje do dziś. To szczegół niezwykle wymowny. Pokazuje bowiem, że aktywność kobiet nie kończyła się na własnych domach. Dotyczyła całej wsi i jej przyszłości.
Zaczęło się znacznie wcześniej
Historia kobiecej samoorganizacji na polskiej wsi jest jednak starsza niż dzieje radziechowskiego koła. Za początek ruchu Kół Gospodyń Wiejskich przyjmuje się rok 1877. W Janisławicach koło Skierniewic powstała wówczas organizacja kobiet wiejskich związana z działalnością oświatową i gospodarczą. W kolejnych latach podobne inicjatywy zaczęły pojawiać się w innych częściach ziem polskich.
Ich sens był bardzo konkretny. Kobiety potrzebowały miejsca, w którym mogłyby wspólnie zdobywać wiedzę, rozwiązywać codzienne problemy i pomagać sobie nawzajem. Wieś była przecież światem, w którym ogromna część odpowiedzialności za funkcjonowanie gospodarstwa i rodziny spoczywała właśnie na nich.
To kobiety prowadziły dom, wychowywały dzieci, przygotowywały żywność, zajmowały się znaczną częścią gospodarstwa, opiekowały się chorymi. To one musiały radzić sobie wtedy, kiedy mężczyźni byli nieobecni - czy to z powodu pracy, czy wojny. W trudnych czasach ich codzienna praca stawała się fundamentem przetrwania rodziny.
Dlatego wspólnota kobiet nie była luksusem. Była potrzebą.
Pamięć zapisana w stroju i gwarze
W Radziechowach szczególne miejsce od początku zajmowała troska o lokalną kulturę. Jedną z osób, które przez dziesięciolecia były filarem miejscowego KGW, była Maria Habdas, córka Pauliny Pieronek. To ona dbała między innymi o zachowanie radziechowskiej gwary oraz tradycyjnych strojów.
Dzisiaj te starania kontynuują kolejne pokolenia kobiet.
Bo tradycja nie przechowuje się sama. Nie wystarczy, że istnieje stary strój, zapisane słowo czy fotografia. Ktoś musi jeszcze wiedzieć, co oznaczają. Ktoś musi umieć opowiedzieć, jak wyglądało życie poprzednich pokoleń, dlaczego zakładano właśnie taki element stroju, jak brzmiała mowa przodków, jakie potrawy pojawiały się na stole i jakie zwyczaje towarzyszyły świętom.
Koła Gospodyń Wiejskich stały się więc czymś w rodzaju żywego archiwum. Nie takiego, które zamyka się w muzealnej gablocie, ale takiego, które mówi, gotuje, śpiewa, szyje, spotyka się z dziećmi i wychodzi do ludzi.
Współczesne gospodynie nadal robią to, co ich poprzedniczki robiły przed dekadami - pomagają, kiedy ktoś tej pomocy potrzebuje. Zmieniły się tylko narzędzia.
Dziś są zbiórki dla chorych, festyny rodzinne, akcje krwiodawstwa, wydarzenia charytatywne i inicjatywy integrujące mieszkańców. Dawniej pomoc mogła oznaczać przyniesienie jedzenia, opiekę nad dzieckiem czy wsparcie sąsiadki w gospodarstwie. Mechanizm pozostaje jednak podobny: ktoś potrzebuje pomocy, więc trzeba ją zorganizować.
Zderzenie ze współczesnością
Współczesna kobieta żyje w świecie zupełnie innym niż jej prababcia.
Rano odprowadza dzieci do przedszkola lub szkoły, potem jedzie do pracy. Wraca i przygotowuje obiad. Pomaga przy lekcjach, organizuje kolejny dzień, zajmuje się domem, dziećmi, zakupami. Jest partnerką albo żoną, matką, pracownicą. Często próbuje jeszcze znaleźć przestrzeń dla własnych zainteresowań, przyjaciół i odpoczynku.
I wtedy pojawia się pytanie: gdzie w tym wszystkim znaleźć jeszcze działalność społeczną?
Kobiety sprzed stu lat też nie miały wolnego czasu. Różnica polegała na tym, że inaczej wyglądało życie rodzinne. Wielopokoleniowe gospodarstwa były czymś znacznie bardziej powszechnym. Kiedy gospodyni wykonywała swoje obowiązki, dzieci często znajdowały się pod opieką dziadków. Babcia mogła przygotować obiad. Dziadek mógł zająć się wnukami.
Dzisiaj wiemy, że „babcia przygotowała obiad” nigdy nie oznaczało tylko obiadu. To była godzina, dwie godziny, czas i odciążenie kogoś innego.
Zmienił się także świat dzieci. Dawniej od najmłodszych lat były one włączane w życie gospodarstwa - pomagały w domu, zajmowały się zwierzętami, . Dziś dzieci mają szkołę, zajęcia dodatkowe, treningi, korepetycje i własny, bardzo intensywny kalendarz.
A kobieta po całym dniu pracy często marzy już tylko o jednym.
O ciszy.
O chwili, w której nikt niczego od niej nie chce. O możliwości siedzenia bez poczucia, że powinna jeszcze coś zrobić. O tym luksusowym, a jakże trudnym do zdobycia stanie, kiedy można przez moment po prostu „robić nic”.
Czy można ją za to winić?
Chyba nie.
Nie mamy już zagonów do obrobienia ani zwierząt do wykarmienia, ale społeczeństwo postawiło przed kobietami inne wymagania. Mamy zdobywać wykształcenie, pracować, rozwijać się, robić kariery, być dobrymi matkami, partnerkami, gospodyniami. Mamy być obecne, aktywne, zadbane i zaangażowane.
Lista obowiązków tylko zmieniła kształt.
Potrzebujemy siebie nawzajem
Być może właśnie dlatego współczesne Koła Gospodyń Wiejskich są tak interesującym zjawiskiem. Łączą świat, który powoli odchodzi, ze światem, który dopiero powstaje.
Są w nich kobiety pamiętające dawne obyczaje i te, które poznają je dopiero teraz. Są tradycyjne stroje i media społecznościowe. Są stare przepisy i nowe sposoby ich prezentowania. Są spotkania przy stole, ale także internetowe zbiórki i współczesne akcje społeczne.
W świecie, w którym lokalne więzi coraz częściej zastępują internetowe grupy dyskusyjne, taka wspólnota nabiera szczególnego znaczenia.
Nie potrzebujemy feminizmu . Nie potrzebujemy też nieustannego porównywania się, oceniania i udowadniania, która z nas jest lepszą matką, żoną, pracownicą czy gospodynią.
Potrzebujemy siostrzeństwa.
Zrozumienia, że kobieta, która po pracy nie ma już siły na działalność społeczną, nie jest mniej wartościowa od tej, która znajduje w sobie energię, by jeszcze wieczorem pojechać na zebranie koła. I odwrotnie - kobieta, która po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce wciąż działa, organizuje wydarzenia, odwiedza przedszkolaki, szyje stroje, gotuje według dawnych receptur i opowiada o historii swojej wsi, nie powinna być traktowana jak relikt minionej epoki.
Bo bez takich kobiet wiele rzeczy rzeczywiście może stać się reliktem.
Gwara zamilknie. Strój trafi do skrzyni. Przepis pozostanie bez autorki. Obrzęd przestanie być rozumiany. Historia zostanie sprowadzona do kilku dat w książce.
Dlatego historia Koła Gospodyń Wiejskich w Radziechowach jest czymś więcej niż kroniką lokalnej organizacji. To opowieść o pracy kobiet, której przez dziesięciolecia nie nazywano wielką historią, choć bez niej historia nie mogłaby się wydarzyć
.
Marzena Wendzel - Łabęcka
Fot. Gmina Radziechowy - Wieprz