Pierwszy wieczór festiwalu Żywiec Miasto ZmySłów był wyjątkowy, ponieważ był spotkaniem z człowiekiem którego fizycznie już z nami nie ma a jednak wciąż żyje poprzez swoje dzieła. Tego wieczoru wszyscy mieliśmy poczucie, że przez chwilę byluśmy naprawdę blisko człowieka, którego głos znamy przede wszystkim z kart jego książek. Pierwszy wieczór festiwalu Żywiec Miasto ZmySłów, który odbył się w Żywieckiej Bibliotece Samorządowej, miał właśnie taki charakter.
Jego bohaterem był Wiesław Myśliwski - jeden z najważniejszych polskich pisarzy współczesnych, dwukrotny laureat Nagrody Literackiej „Nike”, autor „Nagiego sadu”, „Kamienia na kamieniu”, „Widnokręgu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli”. Tym razem jednak nie przemawiał do żywieckiej publiczności osobiście. Zamiast niego pojawił się jego głos - zapisany podczas ostatniej rozmowy, jaką przed śmiercią przeprowadzili Miłka Skalska, dziennikarka, reporterka, dokumentalistka i prezenterka telewizyjna, od października 2025 roku jedna z prowadzących „Teleexpress”, oraz operator i fotograf Fryderyk Nowak.
To właśnie ten wywiad miał swoją premierę w Żywcu.
I trudno było nie odbierać go inaczej niż jako spotkania z człowiekiem, którego już nie ma.
Wiesław Myśliwski zmarł 29 marca 2026 roku, zaledwie kilka dni po swoich 94. urodzinach. Wiadomość o jego śmierci była symbolicznym zamknięciem jednej z najważniejszych kart polskiej literatury drugiej połowy XX i początku XXI wieku. Tym mocniej wybrzmiała w Żywcu rozmowa, w której pisarz jeszcze raz pojawił się nie jako pomnik literatury, laureat kolejnych nagród czy doktor honoris causa, lecz jako człowiek - ze swoim sposobem myślenia, pamięcią, doświadczeniem i charakterystycznym namysłem nad światem.
Nie tylko pisarz polskiej wsi
O Myśliwskim często mówi się jako o piewcy polskiej wsi. To określenie nie jest całkowicie pozbawione sensu, ale od dawna okazuje się zbyt ciasne, by pomieścić jego literaturę. Wieś była dla niego punktem wyjścia, przestrzenią pamięci, języka i doświadczenia, ale nigdy nie stanowiła granicy jego opowieści.
Interesował go bowiem człowiek.
Jego samotność, przemijanie, pamięć, relacje z najbliższymi, przypadek, odpowiedzialność i próba odnalezienia własnego miejsca w świecie. Dlatego bohaterowie Myśliwskiego, choć często wyrastają z krajobrazu polskiej wsi, mówią o sprawach, które nie mają adresu ani daty. O rzeczach, które pozostają aktualne niezależnie od tego, czy człowiek mieszka w małej wsi nad Wisłą, czy w wielkim europejskim mieście.
Uniwersalny wymiar tej twórczości został wielokrotnie podkreślany. Uniwersytet Jagielloński, nadając Myśliwskiemu w 2022 roku tytuł doktora honoris causa, wskazywał właśnie na jego dzieła ujmujące uniwersalne aspekty ludzkiej kondycji.
Myśliwski potrafił bowiem z pozornie zwyczajnego życia wydobyć pytania największego kalibru. Z pracy na roli - pytanie o ludzką wytrwałość. Z rodzinnych konfliktów - pytanie o dziedziczenie pamięci i winy. Z przemijania - pytanie o to, co właściwie po człowieku zostaje.
Pisał wtedy, kiedy coś go wybierało
Nie był autorem, który produkował książki według literackiego kalendarza. Jego powieści pojawiały się rzadko, czasem po wielu latach. Sam mówił o sobie: „Bywam pisarzem z trudem i raz na parę lat. (…) Piszę tylko wtedy, kiedy coś mnie wybierze, żebym to opisał”.
To zdanie dobrze tłumaczy charakter jego pisarstwa. Myśliwski nie pisał po to, by zagłuszyć ciszę. Przeciwnie - potrzebował jej. Jego książki powstawały niespiesznie, a ich siłą była właśnie cierpliwość. Każde słowo miało znaczenie, a zwyczajna rozmowa mogła nagle otworzyć drzwi do pytań o życie i śmierć.
Debiutował jako prozaik „Nagim sadem” w 1967 roku. Później przyszły między innymi „Pałac”, „Kamień na kamieniu”, „Widnokrąg” oraz „Traktat o łuskaniu fasoli”. Uniwersytet Rzeszowski opisuje jego twórczość jako wszechstronną analizę kultury chłopskiej, która pod wpływem przemian cywilizacyjnych drugiej połowy XX wieku stopniowo zanikała.
A jednak z tej konkretnej kultury Myśliwski potrafił uczynić język uniwersalny.
Za „Widnokrąg” otrzymał Nagrodę Literacką „Nike” w 1997 roku. Dziesięć lat później ponownie zdobył tę nagrodę - za „Traktat o łuskaniu fasoli”. Do dziś pozostaje jedynym autorem dwukrotnie uhonorowanym tą nagrodą. Jego książki tłumaczono na wiele języków, a kolejne utwory trafiały również na scenę i ekran.
Głos, który został
W Żywcu szczególnie mocno wybrzmiała jednak nie lista nagród i odznaczeń, lecz sama rozmowa.
Bo kiedy z ekranu przemawia człowiek, który niedawno odszedł, zmienia się sposób słuchania. Zdania nabierają innego ciężaru. Pauza przestaje być tylko pauzą. Gest, spojrzenie, ton głosu - wszystko staje się częścią archiwum pamięci.
Dla tych, którzy znają twórczość Myśliwskiego, był to więc wieczór szczególny. Można było przez kilkadziesiąt minut ponownie pobyć z pisarzem, którego książki dla wielu czytelników stały się czymś więcej niż literaturą. Były próbą rozmowy o tym, co zwykle trudno wypowiedzieć.
Myśliwski otrzymał w swoim życiu najważniejsze literackie wyróżnienia, wysokie odznaczenia państwowe i tytuły doktora honoris causa. Został także uhonorowany m.in. Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Ale być może najważniejszym śladem jego obecności pozostaje coś, czego nie da się wpisać do żadnego oficjalnego biogramu.
Zdania, które zostają w człowieku.
„Kamień na kamieniu”, „Widnokrąg” czy „Traktat o łuskaniu fasoli” nie opowiadają przecież wyłącznie o konkretnych bohaterach i miejscach. Opowiadają o nas - o pamięci, której nie potrafimy całkowicie ocalić, o przeszłości, od której nie można się zupełnie uwolnić, o potrzebie rozmowy i o samotności, która czasem pojawia się nawet wtedy, gdy wokół nas są inni ludzie.
Dlatego premierowy pokaz ostatniego wywiadu z pisarzem miał wymiar szczególny. Festiwal, którego nazwa mówi o słowach i ich znaczeniu, rozpoczął się od spotkania z człowiekiem, który przez całe życie pokazywał, że słowo może być czymś więcej niż narzędziem opowiadania.
Może być pamięcią.
Może być świadectwem.
A czasem - kiedy człowiek odchodzi - pozostaje jednym z niewielu sposobów, by jeszcze przez chwilę usłyszeć jego głos.
Marzena Wendzel - Łabęcka