Słowa były zbędne - Marek Raduli i Bernard Maseli podczas finałowego koncertu Festiwalu Żywiec Miasto zmySŁÓW

Opublikowano w 1 października 2026 15:28

Są koncerty, na które przychodzi się po prostu posłuchać muzyki. I są takie, podczas których można zapomnieć, że siedzi się na widowni. Muzyka przestaje być wtedy zestawem dźwięków, a staje się przestrzenią, w której spotykają się emocje, doświadczenie i improwizacja. Właśnie do tej żywej kategorii należą występy Marka Raduli i Bernarda Maseliego - artystów, których twórczość od lat wymyka się prostym definicjom. Ich koncert w ramach finału tegorocznego festiwalu Żywiec miasto zmySŁÓW był muzyczną poezją...

 

Raduli i Maseli należą do muzyków, dla których scena nigdy nie była miejscem odtwarzania gotowego scenariusza. Ich twórczość opiera się na dialogu instrumentów wszystkich muzyków z którymi grają. 

 

Marek Raduli przez dekady przemierzał najróżniejsze muzyczne terytoria. Zaczynał od rocka, współpracując między innymi z Bandą i Wandą, Bajmem oraz Grupą Tadeusza Nalepy. Przez ponad dekadę był także gitarzystą Budki Suflera. Jego charakterystyczne, soczyste brzmienie gitary stało się częścią historii polskiego rocka. Jednak z czasem coraz wyraźniej zwracał się w stronę jazzu, fusion i muzyki instrumentalnej. Po odejściu z Budki Suflera w 2003 roku rozpoczął intensywny okres autorskich projektów, współpracy z innymi instrumentalistami i poszukiwania własnego języka.

 

Raduli jest muzykiem, którego trudno zamknąć w jednej stylistycznej szufladzie. Jego artystyczna droga prowadziła przez rock, jazz-rock, fusion, blues, projekty inspirowane muzyką Hendrixa i Tadeusza Nalepy, a nawet aranżacje kompozycji Chopina. W projektach takich jak PiR2 czy SQUAD szczególnie mocno ujawniła się jego fascynacja muzyką instrumentalną, improwizacją i brzmieniowym eksperymentem.

 

Bernard Maseli porusza się po podobnym, choć własnym muzycznym szlaku. Wibrafonista, kompozytor i aranżer jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego jazzu. Jego profesjonalna kariera rozpoczęła się w 1985 roku wraz z zespołem Walk Away. Później pojawiły się między innymi Young Power, The Globetrotters i The Colors, a także współpraca z czołowymi artystami polskiej i światowej sceny jazzowej.

 

Maseli ma za sobą spotkania z muzykami tak różnymi jak Urszula Dudziak, Michał Urbaniak, Anna Maria Jopek czy Bill Bruford. Nagrał dziesiątki płyt i stworzył własny język wibrafonu - instrumentu, który w jego rękach potrafi być jednocześnie rytmiczny, melodyjny, przestrzenny i niemal hipnotyczny.

 

Nic więc dziwnego, że spotkanie tych dwóch osobowości przynosi muzykę, której największą siłą jest nieprzewidywalność. Raduli Squad, z Markiem Raduli na gitarze i Bernardem Maselim na wibrafonie, porusza się pomiędzy jazzem, jazz-rockiem i fusion, nie rezygnując przy tym z energii kojarzonej z bluesem i rockiem. W programie pojawiają się autorskie kompozycje oraz rozbudowane fragmenty improwizowane. Temat jest punktem wyjścia, a nie końcem drogi.

 

I właśnie improwizacja nadaje tym koncertom wyjątkowy charakter. Każdy utwór może nabrać innego kształtu. Gitara Radulego potrafi być ostra i drapieżna, by chwilę później zabrzmieć miękko i niemal lirycznie. Wibrafon Maseliego odpowiada jej własną paletą barw - od subtelnych, szklanych tonów po mocniejsze, rytmiczne frazy. Pomiędzy nimi pojawia się przestrzeń, w której muzycy mogą reagować na siebie niemal w czasie rzeczywistym.

 

To nie jest jazz jako muzealny eksponat ani blues rozumiany wyłącznie jako zestaw charakterystycznych zagrywek. To muzyka żywa. Czerpie z tradycji, ale nie ogląda się za siebie. W jej centrum znajdują się emocje czasem wyrażone jednym dźwiękiem, czasem długą improwizowaną frazą.

 

Występ Radulego i Maseliego można więc potraktować jak niezwykły spektakl. Bez teatralnych dekoracji, bez potrzeby dodatkowych efektów. Wystarczą instrumenty, światło i muzycy którzy doskonale wiedzą, że najciekawsze rzeczy dzieją się często poza tym, co zostało wcześniej zapisane w nutach.

 

Ich muzyka ma w sobie coś z rozmowy prowadzonej późnym wieczorem - bez pośpiechu, bez konieczności udowadniania czegokolwiek. Raz mówi gitara, raz odpowiada wibrafon. Czasem obaj milkną na ułamek sekundy, aby za moment wrócić z nowym pomysłem.

 

I może właśnie dlatego ten koncert trudno było opisać jednym gatunkowym określeniem. Jest tu jazz, jest blues, jest rock, fusion i improwizacja. Przede wszystkim jednak jest spotkanie dwóch wybitnych instrumentalistów, którzy pokazują, że muzyka nie kończy się tam, gdzie kończy się zapis nutowy.

 

Marzena Wendzel - Łabęcka