Wysokie góry nie wybaczają błędów, ale potrafią nauczyć człowieka czegoś, czego nie znajdzie w żadnym podręczniku: jak rozumieć samego siebie. Podczas XIX Festiwalu Adrenalinium w Żywcu z pionierami polskiego himalaizmu zimowego rozmawiałam nie tylko o wyprawach, lecz przede wszystkim o emocjach, samotności i odwadze, które towarzyszą nam również daleko od górskich szczytów.
Góry, w których przegląda się człowiek
O himalaizmie napisano tysiące stron. Opowieści o zdobywaniu ośmiotysięczników, walce z ekstremalnymi warunkami i granicach ludzkiej wytrzymałości od lat rozpalają wyobraźnię. Znacznie rzadziej zastanawiamy się jednak nad tym, co dzieje się wewnątrz człowieka, który staje wobec ogromu gór, własnego strachu i świadomości, że nie wszystko zależy od niego.
XIX Festiwal Adrenalinium w Żywcu stworzył przestrzeń, by spojrzeć na góry z nieco innej perspektywy. Miałam wyjątkową okazję usiąść przy jednym stole z Krzysztofem Wielickim i Leszkiem Cichym, pionierami polskiego himalaizmu zimowego. Tym razem nie chodziło wyłącznie o wspominanie wypraw. Rozmawialiśmy o emocjach, ich przeżywaniu i oswajaniu, a także o tym, czego doświadczenia wyniesione z najwyższych gór świata mogą nauczyć nas w codziennym życiu.
Ta rozmowa nabierała szczególnego znaczenia w kontekście programu Pomarańczowa Energia – Stop Osamotnieniu Dzieci, towarzyszącego festiwalowi. Bo choć góry i dziecięca samotność mogą wydawać się odległymi tematami, łączy je coś fundamentalnego: potrzeba zrozumienia własnych emocji i obecności drugiego człowieka.
Góry działają jak soczewka. Wzmacniają to, co człowiek przynosi ze sobą: lęk, radość, niepewność, ekscytację, zmęczenie. W warunkach ekstremalnych trudno udawać przed samym sobą, że wszystko jest w porządku. To, co w codziennym pośpiechu można zagłuszyć, na wysokości potrafi stać się nie do pominięcia.
Nie oznacza to jednak, że istnieją emocje dobre i złe. Każda z nich pełni określoną funkcję. Strach ostrzega przed zagrożeniem, smutek sygnalizuje stratę, złość może wskazywać na przekroczone granice, a radość pomaga dostrzec to, co nadaje życiu sens. Problem zaczyna się nie wtedy, gdy czujemy, lecz wtedy, gdy próbujemy za wszelką cenę nie czuć.
Tłumienie trudnych emocji nie sprawia, że znikają. Niekiedy jedynie odsuwamy moment, w którym będziemy musieli się z nimi zmierzyć. W życiu codziennym może to oznaczać narastające napięcie, w górach - dodatkowe obciążenie w sytuacji, w której jasność myślenia jest szczególnie ważna.
- To jest duża umiejętność, żeby te emocje, które są w górach, na tym poziomie nie były w domu - powiedział Krzysztof Wielicki. Po chwili dodał:
- To jest duża umiejętność - wyciszyć się.
W tych słowach kryje się ważna lekcja. Nie chodzi o odcięcie się od emocji, ale o umiejętność przeżywania ich w sposób, który pozwala odzyskać równowagę. Człowiek nie musi być nieustannie na najwyższych obrotach. Nie każdą walkę trzeba prowadzić do końca dnia, nie każdy problem rozwiązuje się natychmiast, nie każda myśl wymaga natychmiastowej reakcji.
Życie bez emocji czy życie naprawdę?
- Emocje były najważniejsze, ja byłem zachłanny na emocje - mówił Wielicki. - Ludzie żyją dziś bez emocji.
To zdanie można odczytać jako prowokację, ale również jako pytanie o współczesny sposób życia. Przyzwyczailiśmy się do planowania, kontrolowania i optymalizowania niemal wszystkiego. Wypełniamy kalendarze obowiązkami, realizujemy kolejne cele, odpowiadamy na wiadomości, przechodzimy od jednego zadania do drugiego. W tym nieustannym ruchu łatwo zapomnieć, że życie nie jest wyłącznie listą rzeczy do wykonania.
Przeżywanie emocji wymaga uważności. Czasem również odwagi, ponieważ otwarcie się na doświadczenie oznacza zgodę na to, że nie wszystko będzie przyjemne. Nie można przecież zachować wyłącznie zachwytu, rezygnując ze strachu, ani doświadczać bliskości bez ryzyka zranienia.
- Oczekiwałem czegoś więcej od życia i coś więcej dostawałem od życia - wspominał Leszek Cichy.
- A w górach to znalazłeś - uzupełnił Wielicki.
W górach odnaleźli wyzwanie, fascynację i intensywność doświadczeń. Nie trzeba jednak zdobywać ośmiotysięczników, żeby szukać czegoś więcej. Dla jednego będzie to podróż, dla drugiego wychowanie dziecka, rozpoczęcie nowej drogi zawodowej albo odważna decyzja po latach życia w poczuciu niespełnienia. Wspólnym mianownikiem jest gotowość, by wyjść poza to, co znane i bezpieczne.
Samotność, która pozwala spotkać siebie
Wysokie góry bywają przestrzenią samotności nawet wtedy, gdy wspinacz nie jest sam.
- Nawet jeśli idziemy w grupie, to w górach wysokich jest to tak ogromny wysiłek, że każdy z nas spędza ten czas sam ze sobą - mówił Leszek Cichy.
To szczególny rodzaj samotności. Nie zawsze oznacza opuszczenie. Może być świadomym spotkaniem z samym sobą, bez nadmiaru bodźców, oczekiwań i cudzych opinii. Natura daje możliwość zatrzymania się, przyjrzenia własnym myślom i odzyskania perspektywy, którą łatwo zgubić w codziennym hałasie.
Istnieje jednak zasadnicza różnica między samotnością wybraną a samotnością narzuconą. Pierwsza może przynosić spokój. Druga potrafi odbierać poczucie bezpieczeństwa i sprawiać, że nawet niewielkie trudności stają się nie do udźwignięcia. Szczególnie dotkliwie doświadczać jej mogą dzieci, które nie zawsze potrafią nazwać to, co czują, ani poprosić o pomoc.
Dlatego rozmowa o emocjach nie może kończyć się na zachęcie, by nauczyć się radzić sobie samemu. Równie ważne jest stworzenie przestrzeni, w której można powiedzieć: boję się, jest mi trudno, nie rozumiem, co się ze mną dzieje. I usłyszeć w odpowiedzi nie ocenę, lecz gotowość do wysłuchania.
Nie zdobywa się szczytów w pojedynkę
W himalaizmie zespół ma znaczenie nie tylko podczas wspinaczki. To również ludzie, z którymi można porozmawiać w bazie, przeanalizować sytuację i skonfrontować własne spojrzenie z doświadczeniem innych. Nawet spory mogą być potrzebne, jeśli pozwalają dostrzec coś, co wcześniej umykało uwadze.
Jak podkreślał Leszek Cichy, człowiek wraz z kolejnymi doświadczeniami stresowymi uczy się reagować i oswajać trudne sytuacje. Nie oznacza to jednak, że powinien być zdany wyłącznie na siebie. Wsparcie innych pomaga przejść przez kryzys i spojrzeć na problem z dystansu.
- Zawsze odradzam ludziom podejmowanie decyzji samotnie - zaznaczył Krzysztof Wielicki.
Ta wskazówka wykracza daleko poza górskie realia. W codziennym życiu również potrzebujemy ludzi, którzy czasem powiedzą nam coś niewygodnego, ale potrzebnego. Kogoś, kto zauważy, że jesteśmy przemęczeni, że zbyt długo udajemy, że wszystko jest dobrze, albo że problem, z którym walczymy, wymaga innego podejścia.
Nie bez powodu rozmowa, psychoterapia czy grupy wsparcia pomagają ludziom przechodzić przez trudne okresy. Nie odbierają nam samodzielności. Przeciwnie - mogą pomóc ją odzyskać. Proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, podobnie jak przyznanie się do strachu nie przekreśla odwagi.
Warto pamiętać o tym szczególnie wtedy, gdy obok nas jest ktoś, kto wycofuje się z relacji, milknie albo coraz wyraźniej zmaga się z własnymi trudnościami. Czasem najważniejszym gestem nie jest znalezienie rozwiązania, ale zwyczajna obecność.
Odwaga, by ruszyć dalej
- Nikt nie myśli o tym, że może nie wrócić - powiedział Wielicki, opisując perspektywę człowieka wyruszającego po szczyt.
Himalaista potrzebuje celu, marzenia i wiary, że warto podjąć wysiłek. Nie oznacza to braku świadomości ryzyka, lecz gotowość, by mimo niepewności ruszyć naprzód. W życiu codziennym mechanizm bywa podobny. Odwaga rzadko pojawia się w postaci nagłego olśnienia. Częściej buduje się stopniowo - na doświadczeniach, wcześniejszych trudnościach i przekonaniu, że skoro udało nam się przetrwać poprzednie wyzwania, możemy spróbować zmierzyć się z kolejnymi.
Nie każdy szczyt trzeba zdobyć. Czasem rozsądniej zawrócić, zmienić trasę albo poprosić o pomoc. Także to jest częścią dojrzałości: umiejętność rozpoznania własnych granic bez traktowania ich jak osobistej porażki.
Z rozmowy z Krzysztofem Wielickim i Leszkiem Cichym wyniosłam przede wszystkim przekonanie, że najważniejsze lekcje gór nie dotyczą wyłącznie wytrzymałości. Dotyczą uważności na siebie, umiejętności przeżywania emocji i zaufania do ludzi, którzy idą obok.
Nie wszyscy zdobędziemy ośmiotysięczniki. Każdy z nas ma jednak własną drogę, własne przeszkody i własne powody, by czasem się zatrzymać. Warto więc nauczyć się rozpoznawać emocje, zamiast z nimi walczyć, szukać ciszy, kiedy jest potrzebna, i nie bać się obecności innych.
Bo być może największą odwagą nie jest wcale wejście na szczyt. Być może jest nią umiejętność powiedzenia, że jest nam trudno, oraz przyjęcia wyciągniętej dłoni. A czasem - zauważenia, że ktoś obok nas potrzebuje, byśmy to właśnie my wyciągnęli swoją.
Całego wywiadu możecie wysłuchać na filmie poniżej.
Marzena Wendzel Łabęcka