Adrian Mokrys, artysta pochodzący z Rycerki Górnej, znany czytelnikom „Coolturalnego Żywca” z ekspresyjnych masek dziadowskich, konsekwentnie udowadnia, że jego twórczość nie daje się zamknąć w jednej kategorii. Praca z drewnem jest dla niego językiem znacznie bogatszym. Jednym z motywów, do których powraca najczęściej i które cieszą się największym zainteresowaniem odbiorców, jest postać Chrystusa Frasobliwego.
Motyw ten zajmuje szczególne miejsce w polskiej rzeźbie ludowej. Chrystus ukazany jako człowiek – zamęczony, zamyślony, pogrążony w cierpieniu – budzi empatię i bliskość. To właśnie ta ludzka twarz sacrum sprawia, że przedstawienie Frasobliwego Chrystusa pozostaje tak silnie obecne w wyobraźni wiernych.
– To motyw głęboko zakorzeniony w religii – tłumaczy Mokrys. – Chrystus Frasobliwy to Jezus po drodze krzyżowej: siedzący, czekający na ukrzyżowanie. Symbol Męki Pańskiej. W górach wiara jest wciąż bardzo żywa, dlatego ta rzeźba jest tu szczególnie popularna.
Artysta podkreśla, że wraz z rozwojem własnego warsztatu dąży do coraz większego realizmu. Nie chodzi jednak wyłącznie o anatomiczną poprawność czy detal. Kluczowe pozostają emocje – cierpienie, rezygnacja, świadomość nadchodzącej śmierci – które rzeźba ma przekazywać odbiorcy. W jego przekonaniu Chrystus powinien być ukazany tak, jak opisuje Go Pismo Święte: umęczony, zbolały, poddany torturom, a zarazem w pełni świadomy swojego losu.
Obecnie Mokrys pracuje głównie w drewnie lipowym, cenionym przez rzeźbiarzy za miękkość i podatność na obróbkę. Jego dorobek obejmuje jednak także realizacje dalece nietypowe – jak postać Chrystusa Frasobliwego wyrzeźbiona w graficie… ołówka. Kilka takich miniaturowych prac można oglądać w Muzeum Chrystusa Frasobliwego w Jerzym. Do najbardziej zaskakujących dzieł artysty należy również kapliczka wyrzeźbiona w skorupce orzecha włoskiego.
– Najtrudniejszy jest zawsze początek – przyznaje rzeźbiarz. – Trzeba niezwykle precyzyjnie nanieść kontury. Dopiero później można pozwolić sobie na pełne zanurzenie w pracy, w detalu, w samej rzeźbie.
Mokrys pozostaje przy tym artystą skromnym, niemal surowym wobec własnych dokonań. Otwarcie przyznaje, że jego rzeźby „po prostu mu się nie podobają”. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w jego rękach dłuto i młotek stają się narzędziami sztuki najwyższej próby – takiej, która z pozornie zwyczajnego materiału potrafi wydobyć głębię formy i emocji.
Z każdym kolejnym dziełem jego wizja Chrystusa Frasobliwego staje się coraz bardziej przejmująca – i coraz bliższa temu, co w religijnej rzeźbie najtrudniejsze do uchwycenia: prawdzie ludzkiego cierpienia.